Żeby wrócić do dobrej formy postanowiłam wziąć wolne popołudnie i uczcić je w doborowym towarzystwie kalafiora. Na tak specjalną okazję jak samotne chorobowe popołudnie postanowiłam sięgnąć po równie specjalny przepis, czyli przepis na pieczonego kalafiora z mojej ukochanej książki Plenty autorstwa Yottama Ottolenghiego. Jak każdy przepis Yottama ten również jest prosty, szybki i uzależniający a mam też nadzieję, że w połączeniu z imbirową herbatą wykaże właściwości lecznicze.
Pieczony kalafior w szafranie
przepis z książki Plenty Yottama Ottolenghiego
Składniki:
- jeden kalafior
- jedna czerwona cebula
- 100 g rodzynek
- 1/3 szklanki gorącego mleka (ja użyłam sojowego)
- pół łyżeczki nitek szafranu
- oliwa
- sól oraz czarny pieprz
Przygotowanie:
- W dużym garnku zagotowuję osoloną wodę, kalafiora dzielę na różyczki. Kawałki kalafiora wkładam do gotującej się wody i gotuję go przez 3 minuty. Następnie odcedzam go i odkładam na bok.
- W międzyczasie do gorącego mleka wsypuję szafran i mieszam tak długo, aż nitki nie rozpuszczą barwiąc mleko na żółty kolor. Cebulę kroję w cienkie talarki.
- Odcedzony kalafior, rodzynki i cebulę wsypuję do dużego naczynia żaroodpornego lekko posmarowanego oliwą i polewam wszystkie warzywa szafranowym mlekiem. Przy pomocy rąk mieszam wszystko starając się jak najbardziej umoczyć wszystkie kalafiory w szafranowym mleku.
- Wymieszane warzywa polewam cienką strużką oliwy, posypuję solą i piekę pod przykryciem w 180 stopniach do czasu aż kalafior będzie miękki, czyli około 15-25 minut. Wszystko zależy jak duże są różyczki i jak miękkie warzywa lubimy, ja wolę kalafiory w wersji al dente więc wystarczy mi 15 minut.
- Nakładam na talerz bardzo gorące i przez pierwsze minuty czekam aż wystygnie delektując się zapachem szafranu. Jem gorące z kaszą kuskus, komosą ryżową albo ryżem.


Ha! Właśnie kupiłam tę książkę i w najbliższym czasie rozpocznę testowanie przepięknych przepisów:)
OdpowiedzUsuńNa pewno nie pożałujesz zakupu, ciekawe od jakich przepisów zaczniesz testowanie :)
UsuńMarto, kiedy śledzę Twojego bloga mówię sobie, że w końcu przechodzę na wegetarian bo przecież kocham warzywa, lubię potrawy z samych warzyw i często je jadam ale nie mogę oprzeć się kawałkowi kabanosa, który zerka na mnie z lodówki i wtedy zastanawiam się JAK TY TO ROBISZ...jak robią to inni- zdradź mi tę tajemnicę bo zaczynam od tych kiełbas tyć :-))
OdpowiedzUsuńJak mam zacząć nie gapiąc się na tego potwora w lodówce...i nie żebym przesadzała bo jadam wędlin i mięsa raczej mało- może 1-2 x w tyg
To jak? napiszesz? buziak
Małgosia nie wiem czy nie powinnam Ci napisać całego listu :) Ja miałam to szczęście, że nigdy nie lubiłam mięsa, od dziecka były wciąż problemy, że po prostu nie smakowało mi, nie podchodziło nie chciałam jeść i koniec. Ale na przykład mój tato, który przeszedł na wegetarianizm rok temu, po 50 latach lubowania się we wszystkich mięsach, pieczeniu pasztetów, robieniu samodzielnie kiełbas - po prostu przestał jeść mięso i z moją pomocą zaczął odkrywać nowe smaki. Znalazł nowe ulubione potrawy, nowe pomysły na kanapki i w ogóle nowy sposób jedzenia. I myślę, że to dla każdego jest dobry początek, odkryć nowe ulubione, bezmięsne smaki, których jest przecież multum- może to być pasta z suszonych pomidorów, tosty z pieczonym bakłażanem, smażone boczniaki z koperkiem albo pieczone buraczki z kozim serem. Co Ty na to? Chętnie będę Cię wspierać i dostarczać pomysłów i porad prosto na Twoją skrzynkę mejlową :):)
Usuńkurcze serio? jestem na pewno zupiarą! i zupy jadam właściwie bezmięsne a już jak kocham to te soczewicowe tylko u mnie w domu nie chcą zup jadać...jak robię- jem przez 3 dni sama no chyba, że to pomidorowa
OdpowiedzUsuńjest:-)...tarty warzywne, same warzywka jak najbardziej kocham, uwielbiam, mniam ale dobra- spróbuję...nie będę robić siary przed Twoim tatą...tu mi dokopałaś :-)z pozdrowieniami dla taty!
Jeny, ale mam na to ochotę. Na chipsy z obierek po ziemniakach też! Na warzywka i zupy :P ajjj a dziś u mnie znowu curry :)
OdpowiedzUsuń