Jadłonomia @ Snapchat
snapchat: jadlonomia

Wegańskie Phnom Penh 2


W pierwszym przewodniku po Phnom Penh napisałam już sporo o charakterystyce khmerskiej kuchni, o wegetariańskiej kuchni w Kambodży, o spożywczych targach oraz o wegetariańskim ulicznym jedzeniu. Teraz czas na konkrety – zgodnie z obietnicą i waszymi licznymi prośbami zapraszam na drugą część przewodnika po stolicy Kambodży, w którym znajdziecie adresy najpyszniejszych wegetariańskich miejscówek.

Wiele osób powtarza, że do Phnom Penh nie warto przyjeżdżać. Mówi się o tym, że stolica jest brzydka, zatłoczona i nieciekawa. Tymczasem ja podobnie jak Tiziano Terzani uważam, że Phnom Penh jest jedną z najprzyjemniejszych stolic w Azji Południowo Wschodniej. Chociaż nigdy nie odzyskało swojego uroku z czasów Indochin i wciąż sporo w nim duchów, to jest czarującym i wciągającym miejscem. Pozwala też dobrze zrozumieć współczesną Kambodżę oraz jej mieszkańców, być może nawet pełniej niż w czasach, gdy było pełne francuskich rezydencji i bulwarów.

Miasto jest żwawe i ruchliwe, ale nie jest przytłaczające. Można się po nim łatwo i tanio przemieszczać za pomocą wszechobecnych tuktuków; można też podumać przy ocalałych sprzed czasów Czerwonych Khmerów zabytkach; poczekać na zachód słońca w jednym z wielu parków lub poszwędać się nad przecinającym stolicę Mekongiem. A w dodatku to zdecydowanie jedno z najlepszych miast w Kambodży dla głodnych wegetarian i wegan. Jeśli będziecie w Phnom Penh tylko jeden dzień polecam wam pojechać na śniadanie lub obiad na O’russey Market, który dokładnie opisałam tutaj. Jeśli jednak zostaniecie w stolicy na dłużej, śmiało wyruszajcie w stronę jednej z poniższych knajpek. A najlepiej zajrzyjcie do wszystkich.

  • Evergreen, 109, St 130: najczęściej wspominana wegańska restauracja w stolicy. Ze względu na lokalizację w centrum, duży wybór, kartę po angielsku oraz wygodne i czyste wnętrze, to miejsce jest chętnie odwiedzane zarówno przez mieszkańcow Phnom Penh, jak i przez podróżujących roślinożerców. Evergreen specjalizuje się w khmerskiej kuchni jay, dlatego w obszernym menu znajdziecie kilka rodzajów zup, sporo smażonych makaronów, dań z ryżem lub dań w całości dedykowanych mięsnym podróbkom. Podczas pierwszej wizyty warto spróbować zupy z khmerskim makaronem loh see fun albo zupy z pysznymi pierożkami lepionymi na miejscu. Bulion jest delikatny, niezbyt słony, nie za tłusty, ale pełen umami. Dodatkowo do zupy podawana jest limonka oraz robiona na miejscu wegańska pasta przyprawowa, mająca imitować prahok. Słona, drożdżowa i lekko słodka bardzo przyjemnie podkręca smak bulionu. Jeśli jednak jesteście bardzo głodni możecie wybrać zestaw lunchowy, składający się z ryżu, warzyw oraz małej zupy. Najsłabsze są smażone makarony, dlatego może warto spróbować ich w innym miejscu. Koszt dania głównego: $2 – 4, pamiętajcie też, że Evergreen otwarty jest między 7:00 a 14:00, a potem między 15:30 a 21:00.
vsco-photo-5

Zupa z krótkim, khmerskim makaronem oraz wegetariańską wkładką – ta różowa szynka naprawdę jest wege!

  • Kuai Lee Vegetarian Food, 95l, St 164: ten niepozorny, oddalony od turystycznych atrakcji lokal to mój zdecydowany faworyt. Kuai Lee prowadzony jest przez tajwańsko – khmerską rodzinę, dlatego można tutaj spróbować zarówno khmerskich klasyków takich jak zupa kuay taev, jak też wspaniałej tajwańskiej zupy niu rou mian oraz bułeczek baozi. Zgodnie z tajwańskim zwyczajem przed posiłkiem na stole pojawia się dzbanek z przyzwoitą herbatą oolong, co umila wybór obiadu. Zdecydowanie namawiam was na spróbowanie tutaj niu rou mian, którą rzadko można zjeść w dobrej wegetariańskiej wersji. To naprawdę wyjątkowa zupa, bulion jest korzenny, słodki, dymny i treściwy – lekko pomidorowy, odrobinę ostry, z wyczuwalnym aromatem kory cynamonu oraz pieprzu syczuańskiego. Potem możecie szaleć zamawiając duszone pędy szpinaku, wegetariański boczek, słodkie bakłażany albo baozi z grzybami. Jeśli nie znacie chińskiego pamiętajcie też, że angielskie tłumaczenia są dość uproszczone – żeby zamówić niu rou mian należy wybrać w menu… soup with yellow noodles. Koszt dania głównego: $2 – 4, nie przestraszcie się też numeracji budynków – numery 93,94,96 i pozostałe są w innym miejscu ulicy niż ten jeden.
Processed with VSCO with c1 preset

Niu rou man, czyli jedna z moich naprawdę ulubionych zup

  • Mercy House, róg St 251 i St 222: świetne miejsce dla tych, którzy dopiero zaczynają przygodę z kuchnią jay – w Mercy House można spróbować khmerskiej kuchni z wpływami wegetariańskiej kuchni chińskiej i popatrzeć na biesiadujące rodziny. W tym uroczym miejscu można usiąść albo na krześle przy stole, albo w osobnej sekcji z dywanem, gdzie ucztuje się siedząc na ziemi przy niskich stolikach. Nie przychodzi tutaj za wielu turystów, dlatego obsługa może być wystraszona i nie wytłumaczyć wam jak złożyć zamówienie – należy z dużego menu wybrać to na co macie ochotę i wpisać numery dań na małą papierową karteczkę, która leży na stole wraz z długopisem. Z tak wypełnionym formularzem wystarczy już tylko podejść do kasy, zapłacić i wrócić na swoje miejsce, jedzenie znajdzie was wraz z kelnerem. Jak na chińską restauracje przystało, wybór jest tutaj naprawdę ogromny – kilkanaście zup, gorące półmiski, różnego rodzaju makarony, mnóstwo duszonych warzyw i smażonych grzybów. Jeżeli jesteście w kilka osób i nie spieszycie się za bardzo, warto zamówić hot pot – dodatków jest naprawdę mnóstwo, a kelnerzy uwijają się i w razie potrzeby przynoszą kolejne miseczki z liśćmi kolendry, bok choyem, jubą, tofu, grzybami lub seitanem. Koszt dania głównego: $2 – 4, koszt hotpotu dla kilku osób około $8 – 10.
vsco-photo-39

Jedna z wielu zup w Mercy, czyli chińska herbaciana zupa z anyżem

  • Mi Chay Vegetarian, 40 A, St 143: obszerna restauracja z prostymi, plastikowymi krzesłami i równie prostym, podstawowym menu. Do wyboru jest tofu, wegetariańska szynka, wegetariański boczek (sic!), świetne grillowane grzyby oraz różne zupy. Jeśli znudziła wam się klasyczna khmerska kuay taev spróbujcie zupy z tofu, z pierogami albo chińskiej zupy z grzybami; jednak szczególnie polecam wam tutejsze grzyby – soczyste, doskonale przyprawione, kruche i wyjątkowo mięsiste. Duża porcja grzybów kosztuje 3$, dodatkowo możecie zamówić do niej miseczkę ryżu i spokojnie zjeść taki obiad w dwie osoby. Koszt dania głównego: $2,5 – 3.
Processed with VSCO with c1 preset

Zaj***e dobre grillowane nóżki grzybów ❤️

Jeżeli z jakiegoś powodu będziecie chcieli odpocząć od khmerskiego jedzenia możecie udać się do… polskiej kawiarni Pelican Food Company. Nie przecierajcie oczu ze zdumienia, w Phnom Penh naprawdę działa polska kawiarnia prowadzona przez Ewę, o której możecie przeczytać tutaj. W Pelikanie można zjeść świetne pierogi z kapustą, kupić dobry chleb, albo po prostu napić się czystka, melisy czy rumianku. Inną świetną opcją na europejską kolację jest wizyta we Friends. To wyjątkowe miejsce, bo Friends nie jest zwyczajną restauracją – to lokal prowadzony przez organizacją pozarządową, zajmującą się wspieraniem młodzieży z trudnych i ubogich obszarów. Gotują i pracują w niej młodzi ludzie, którzy pochodzą z najbiedniejszych rejonów Kambodży. Cały zysk restauracji przeznaczony jest na cele statutowe organizacji, czyli na szkolenie kolejnej młodzieży. Ceny są znacznie bardziej europejskie, bo za małe danie zapłacicie około $5.  Za to wszystko jest przepyszne, z łatwością znajdziecie w menu różne wegetariańskie i wegańskie opcje oraz umówmy się – w rodzinnych miastach w Polsce na pewno też zdarzyło wam się zapłacić tyle za lunch, prawda?

Tuż koło restauracji Friends znajdują się dwa miejsca, które powinniście odwiedzić. Pierwszym z nich jest sklep z pamiątkami Friends&Stuff prowadzony przez tę samą organizacją pozarządową – kupicie w nim jedyne w swoim rodzaju suweniry. Na pewno większość z was planuje przywieźć z podróży upominki dla siebie albo znajomych i warto kupić je właśnie tutaj – są wykonywane przez młodzież objętą opieką przez fundację, zaprojektowane przez kambodżańskich dizajnerów, a do tego robione z materiałów z recyklingu. Portfele z laminowanych khmerskich gazet, notesy ze starych magazynów, paski z opon, piórniki ze starych ubrań albo biżuteria z łyżeczek i widelców. Małe pamiątki upolujecie za $2 – 5, większe prezenty kupicie za około $7 – 10. Trudno o ładniejsze i mądrzejsze prezenty. Dodatkowo jeśli chcecie skorzystać z manicure lub pedicure wewnątrz sklepu powstał mały salonik urody – za około $7 możecie zrobić sobie świetne pazury, o które zadbają dziewczyny będące pod opieką fundacji. Większość z nich w przeszłości mieszkała na ulicy, dlatego zdobycie zawodu jest dla nich świetną szansą.

Kolejnym miejscem tuż obok sklepu Friends&Stuff jest salon masażu Seeing Hands, w którym pracują osoby niewidome. Co tu dużo mówić – na pewno podczas wakacji w Azji Południowo Wschodniej wielu z was ma ochotę skorzystać z masażu, dlatego może warto zrobić to w miejscu, które stwarza miejsca pracy dla niepełnosprawnych mieszkańców.

Ufff, chyba o niczym nie zapomniałam! Mam nadzieję, że przewodnik przyda się wam w podróży albo trochę umili jesienną szarugę, do spisania – ruszam w dalszą drogę!

XXX

Marta

vsco-photo-4

Dla stęsknionych za krewetkami – wegańskie krewetki i warzywa w wegańskim sosie ostrygowym z Evergreen

Processed with VSCO with c1 preset

Bao w Kui Lee – lekkie, puszyste i z pysznym nadzieniem. W rogu widać też szklaneczkę z oolongiem <3

vsco-photo-3

Mała zupa, czyli delikatny bulion, pok choy i wege kotlet

vsco-photo-134

Więcej bao 🙌🏻

  1. Dodaj komentarz

    Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *