Jadłonomia @ Snapchat
snapchat: jadlonomia

Weganka w podróży: Berlin 2


Kilkanaście wegańskich restauracji, drugie tyle kawiarni i barów, największy całkowicie wegański supermarket w Europie, wszechobecne przez całą dobę chrupiąca falafele, kawa z mlekiem sojowym dostępna w każdej knajpie i łatwo dostępny wybór tofu, wege kiełbasek oraz świeżych, soczystych warzyw i owoców. Mowa oczywiście o Berlinie.

Żeby spróbować jak karmią we wszystkich wege miejscach w Berlinie, trzeba byłoby spędzić tu kilka tygodni. W każdej dzielnicy znajduje się kilkanaście ciekawych wegetariańskich kawiarni, barów i restauracji, a oprócz tego w miejscowych sklepach łatwo jest zaszaleć podczas zakupów – na półkach piętrzą się mleka sojowe, laskowe, migdałowe i ryżowe; w lodówkach całe półki zajmuje wybór tofu, bezmięsnych kiełbasek, parówek i gotowych kotletów oraz sznycli. Dlatego żeby nie stracić głowy, swoją wizytę w Berlinie rozpoczęłam od rozmowy z Sophią Hoffmann, autorką jednego z najpopularniejszych wegańskich blogów w Niemczech i pisarką kulinarną, która opowiedziała mi o tym, jak żyje się wegetarianom i weganom w jej mieście – po rozmowie z nią ruszyłam w miasto i spędziłam trzy dni na próbowaniu wspaniałego jedzenia.

– Sophia, nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę, że Berlin stał się swojego rodzaju stolicą weganizmu i wegetarianizmu: w żadnym innym europejskim mieście nie ma tak wielu wegetariańskich i wegańskich restauracji, tutaj można nawet bez problemu zjeść nawet wegańskie curry wurst! Jak to wszystko się zaczęło?

Hmmm, to bardzo dobre pytanie! Trudno powiedzieć, czemu tak się stało – może to dlatego, że w Berlinie mieszka tylu młodych ludzi w porównaniu do innych europejskich i niemieckich miast? Kiedy się tu wprowadzałam 5 lat temu miałam wrażenie, że z każdej strony nadciąga fala młodych ludzi z całego świata, którzy chcą tu zamieszkać. To wtedy też przyjechało do Berlina wielu Amerykanów, a przecież weganizm jest tam od lat ważnym trendem, więc może to oni przywieźli coś ze sobą. Oprócz tego w Berlinie od zawsze prężnie działała scena alternatywna, która zawsze była blisko z weganizmem. Pewnie to wszystko połączyło się razem, a do tego doszedł fakt, że tutaj niezwykle łatwo jest otworzyć własną kawiarnię lub mały bar. Nawet jeśli ma się mało pieniędzy można szybko rozkręcić własne wegańskie miejsce.

– Sądzisz, że przy tylu wegańskich knajpach jest jeszcze w Berlinie miejsce na nowe?

Jest mnóstwo przestrzeni na nowe wegańskie miejscówki! Zobacz tylko na nasze sąsiedztwo – w odległości 1 kilometra stąd jest kilka kultowych wegańskich miejsc: jest kawiarnia Pele Mele, jest Cafe Fuchs, Sfizy Veg i kilka innych, a wszystkie otworzyły się rok lub dwa lata temu.

– I wszystkie sobie dobrze radzą?

Tak. Oczywiście wszystkie są dla siebie konkurencją, ale w dobrym znaczeniu tego słowa – nawzajem podwyższają sobie poprzeczkę starając się serwować jak najsmaczniejsze jedzenie najlepszej jakości.

– Wiele osób prognozuje jednak, że weganizm to tylko chwilowy trend i skończy się, a wszystkie te miejsca upadną.

Nie sądzę. W Berlinie możesz codziennie zobaczyć turystów z całego świata, którzy przyjeżdżają tutaj specjalnie, żeby zjeść w lokalnych wegańskich knajpkach.

– Zupełnie się im nie dziwię, przyjeżdżam do Berlina co kilka miesięcy i za każdym razem zastają nie jedną, ale kilka nowych wegańskich knajpek. To wspaniałe i bardzo berlińskie zjawisko!

To prawda, wegańskie jedzenie stało się już częścią stylu życia w tym mieście, tak jak to jest w Nowym Jorku i Kalifornii. Dlatego jestem pewna, że wkrótce weganizm stanie się równie popularny, co wegetarianizm – w Berlinie już mamy kilka restauracji, serwujących wysokiej jakości wegańskie jedzenie jak chociażby Cookies&Cream czy Lucky Leek. W Wiedniu byłam też w restauracjach, które nie są wegańskie, ale serwują wspaniałą kuchnię roślinną, podobnie jest w Skandynawii. Wróciłam właśnie z podróży po Szwecji i Danii, gdzie kiedy pytałam w zwyczajnych restauracjach o to, jakie dania z karty są wegańskie lub wegetariańskie dostawałam całą, osobną kartę z wegańskim menu. To jest tam zupełnie normalne, a tak ułatwia życie!

– A masz jakieś swoje ulubione miejsca w Berlinie?

Na pewno na czele moich ulubionych miejsc jest to, w którym właśnie siedzimy, czyli naleśnikarnia Let it Be Vegan, bo tutaj pracuję razem z moją przyjaciółką, która jest jego właścicielką. Zanim powstało to miejsce razem byłyśmy djkami, dlatego często żartujemy, że przeniosłyśmy się znad konsolety do patelni! Oprócz tego miejsca uwielbiam małe azjatyckie restauracje, które co prawda nie są w pełni wegańskie, ale serwują wspaniałe sałatki i zupy. To proste, ale autentyczne i pyszne połączenia.

– A czy trudno jest tutaj być weganką lub weganinem?

W Berlinie? Nie! Mieszkam tuż za rogiem i oprócz tych wszystkich kawiarni, o których Ci przed chwilą opowiadałam jest też tutaj malutki wegański sklepik, oferujący wspaniałe produkty i lokalne, świeże warzywa.

– Ale chyba dobre zakupy możesz zrobić wszędzie – nie wiem jak ty, ale ja wcale nie zaopatruję się w wydumanych bio sklepach. Najczęściej zakupy robię po prostu w warzywniaku.

To prawda! W ogóle to bardzo zabawne, bo od 3 lat kiedy tu mieszkam, okolica nieustannie się weganizuje – niedaleko jest mały market i w tym czasie jego asortyment tak bardzo się zmienił! Kiedyś mieli tam tylko mleko sojowe, a teraz są mleka migdałowe, orzechowe, owsiane i ryżowe, do tego ogromny asorytemnt tofu, tempehu i wielu innych rzeczy. A to naprawdę zwykły, typowy sklep.

– Jesteście tu trochę rozpieszczeni! A gdybyś miała wskazać jeszcze jedną rzecz, którą chciałabyś zmienić w wegańskim Berlinie, co by to było?

To prawda, jesteśmy szczęściarzami, więc ciężko mi coś wymyślić od ręki. Ale przychodzi mi do głowy to, co odkryłam w restauracjach w Szwecji – tam jest jeszcze łatwiej zjeść wegetariańsko, wegańsko, a nawet bezglutenowo. Kiedy w normalnej restauracji pytam o wegańskie opcje dostaję całą kartę, to przecież takie proste! Chciałabym żeby tak było też w Berlinie, żeby weganizm w końcu przestał kogokolwiek dziwić.

Kawiarnie:
  • Freckles, Nositzstr. 33: mała, przytulna kawiarenka ukryta w jednej z bocznych uliczek Kreuzbergu, pełna wegańskich deserów i słodkości. Możemy tu spróbować kilku tortów, wegańskiego sernika, a nawet tiramisu. Do tego możemy napić się kawy, herbaty lub lemoniady, a co najważniejsze można też zaopatrzyć się tu w pudełko z deserem do domu – jeśli zastaniecie w lodówce deser Oreo bierzcie od razu dwa, jest naprawdę pyszny.
  • Let it Be Vegan, Treptowerstr. 90: to wegańska naleśnikarnia, w której pracuje Sophia. Można tu wpaść na słodkie i słone naleśniki, napić się kawy oraz przegryźć jedno z kilku ciast, które codziennie są w ofercie. Warto usiąść w drugiej sali, z której widać dziewczyny smażące naleśniki oraz wspaniale udekorowaną przez załogę ścianę.
  • Fraulein Frost, Friedelstr. 39: oblegana przez małych i dużych miłośników lodziarnia, oferująca zawsze kilka rodzajów wegańskich lodów. W sezonie można spróbować owocowych sorbetów, kremowych lodów na bazie mleka kokosowego oraz tutejszego specjału, czyli lodów z ogórka, cytryny i mięty.
  • Eissalon Tanne B, Eisenbahnstr. 48: kolejna lodziarnia oferująca duży wybór wegańskich lodów, a czasem też ciast. Oprócz klasycznych kremowych i sorbetowych lodów można spróbować tutaj ciekawych połączeń, takich jak truskawka z bazylią lub kokos z … burakiem i chrzanem wasabi. Chociaż te pary mogą brzmieć egzotycznie, wszystkie są naprawdę przemyślane i pyszne.
Bistro:
  • Burrito Baby, Pflugestr. 11: to moje ulubione miejsce na mapie wegańskiego street foodu w Berlinie, które w zeszłym roku zupełnym przypadkiem odkrył mój facet. Burrito Baby to nieduże bistro serwujące przepyszne, autentyczne meksykańskie jedzenie w wersji wegetariańskiej i wegańskiej. Warto przegłodzić się i wpaść tutaj na burrito Vegan Hit z fasolą pinto, ryżem, grillowanymi warzywami, siekanymi sojowymi sznyclami i śmietaną z nerkowców. Do tego koniecznie weźcie dodatkowe guacamole i jedną z ich wspaniałych lemoniad, jeśli nie dacie rady zjeść wszystkiego możecie resztę zabrać ze sobą na drogę.
  • Prinzessinnengarten, Moritz Platz: kolejne miejsce, które zawsze odwiedzam z tą samą radością i które nigdy mnie nie zawodzi. Prinzessinnengarten to założony w 2009 roku miejski ogród, gdzie na kilku arach rosną warzywa, owoce i przeróżne zioła, a o całe uprawy dbają wolontariusze. Na samym środku ogrodu znajduje się ogrodowa kawiarnia i kuchnia, a pomiędzy drzewami rozsiane są chybotliwe stoliki, przy których między 13 – 15 można zjeść lunch, a między 18 – 22 można usiąść do kolacji. Jadłospis jest inny każdego dnia, a o poziomie kuchni świadczy to, że na zamówienie trzeba czekać czasem nawet godzinę – jednak nawet najdłuższe czekanie w tym ogrodzie to prawdziwa przyjemność.
  • Pêle-Mêle, Innstr. 26: niedawno otwarte, urocze bistro, w którym można zjeść zupy, zapiekanki, sałatki, burgery oraz smaczne wegańskie ciasta. Oprócz stałej karty warto spróbować tutaj codziennych brunchy lub śniadań, w zależności od pory roku pojawiają się takie specjały jak quiche ze szparagami lub krem z buraków. To miejsce raczej na mniejszy głód, w którym można schrupać coś małego i dłużej posiedzieć przy kawie.
  • Goodies, Warschauerstr. 69: idealne miejsce na późne śniadanie lub podwieczorek, specjalizujące się w wegańskim, bezglutenowym jedzeniu i super food. Można tu zjeść owsiankę z komosy ryżowej, pudding z nasion chia, budyń z awokado, surowe ciasto z nerkowców oraz napić się jednego z wielu koktajli z tak zdrowymi dodatkami jak trawa jęczmienna, spirulina lub olej kokosowy. Jeśli nie macie za wiele czasu możecie tu wpaść i wybrać coś na wynos – w wejściu stoi ogromna lodówka pełna spakowanych pyszności.
  • Sfizy Veg, Treptowerstr. 95: słynna w całym Berlinie wegańska pizzeria, oferująca najróżniejsze pizze i pasty w bezmięsnej odsłonie. Zaglądając do karty naprawdę można stracić głowę: są tu pizze z wegańskim salami, szynką, boczkiem, krewetkami, a nawet z robioną na miejscu wegańską gorgonzolą i innymi serami pleśniowymi. Wszystkie są przepyszne i najlepiej smakują w towarzystwie dużego piwa.
  • Yellow Sunshine, Wienerstr. 91: kolejne kultowe miejsce serwujące wegański fast food, tym razem w postaci burgerów. Bar przy Wienerstrasse to opcja dla tych, którzy chcą zjeść dużo i tanio – burgery jedzone na plastikowych krzesłach w ogródku są ogromne i najtańsze ze wszystkich wegańskich kanapek w Berlinie. Można spróbować tu wegańskiego cheesburgera, gyrosu lub curry wursta w zestawie z frytkami.

Sklepy:

  • Veganz, Warschauerstr. 33: uprzedzam – ktokolwiek tu wejdzie może stracić głowę i wydać wszystkie oszczędności. Veganz to sieć wegańskich supermarketów, a największy w Berlinie mieści się właśnie na Warschauerstrasse. Veganz wygląda jak zupełnie normalny super market, z tą różnicą, że wszystko tutaj jest wegańskie – można tu kupić dziesiątki wegańskich jogurtów, mlek, serów i słodyczy, a dział z wegańskimi udawanymi wędlinami i kiełbaskami jest tak duży, że nie wiadomo, co włożyć do koszyka. Na pewno każdy znajdzie tu coś dla siebie i dla wszystkich swoich wegańskich lub wegetariańskich przyjaciół, szczególnie warto zainwestować w przepyszne (chociaż trochę drogie) roślinne kiełbaski Field Roast.
  • Türkischer Markt Maybachufer, Maybachufer: w każdy wtorek i piątek nad kanałem przy Maybachufer rozbija się jeden z najwspanialszych targów, na jakich miałam okazję robić zakupy. To turecki targ pełen warzyw, owoców, ziół, przypraw i takich specjałów jak marokańskie oliwy czy turecka chałwa. Targ rozpoczyna się o 11:30, ale dobrym pomysłem jest przyjście tu koło 17:00 kiedy większość sprzedawców zwija swoje stanowiska i wyprzedaje cały towar. To właśnie wtedy można za 1 euro kupić siatkę awokado albo kilka dojrzałych owoców mango.
  • Street Food Thursday, Eisenbahnstr.42: stara hala targowa w sercu Kreuzbergu co czwartek zamienia się w jedną wielką restaurację. Wystawiają się tutaj restauratorzy, domowi kucharze i amatorzy piekarze, a można spróbować wszystkiego od chińskich pierożków, wietnamskich naleśników przez wegańskie serniki, na bezmięsnych burgerach kończąc. Szczególnie warto spróbować jedzenia od wszystkich azjatyckich wystawców, większości tych dań nie zjemy nigdzie indziej.

Zuza Mops też była w Berlinie i bardzo się jej podobało.

XXX
Marta
Sophia Hoffmann, autorka OhSophia.net

Sophia Hoffmann, autorka OhSophia.net















Kazia i Zuza Mops

Kazia i Zuza Mops

  1. śledziłam na Instagramie i tylko rozmyślałam jak najszybciej by się tam znaleźć! 😀 raj dla wegetarian i wegan innymi słowy :) szkoda, że w Polska nie ma szans, by na takie miejsca natrafić…
    świetne zdjęcia! :)

  2. Twój opis zachęca do odwiedzenia Berlina..nigdy jeszcze nie byłam, ale wybieram sie od pewnego czasu..może w końcu sie uda- tylko trzeba spisać wszystkie adresy :) Pozdrawiam.

  3. Super! Bardzo mi się podoba, bo akurat w te wakacje wybieram się do Berlina… nie jestem co prawda weganką, ale staram się jak mogę aby jeśc coraz bardziej wegetariańsko i wegańsko, tym chętniej spróbuję polecanych specjałów :)

    • Te miejsca są świetne nie tylko dla wegetarian i wegan – na przykład Burrito Baby to najlepsze burritos w Berlinie, więc to miejsce wskazane dla wszystkich :)

  4. wybieram się do Berlina, świetnie! ciekawe kiedy w polskich miastach będzie tak łatwy dostęp do wegańskich produktów w marketach. czasem to misja polegająca na jeżdżeniu od miejsca, do miejsca… może podobny przewodnik kulinarny ze Sztokholmu?

    • Czesc Marto, pytalas o Sztokholm. Bylam tam w zeszlym roku, knajp szukalam z HappyCow i nie padlam z zachwytu — drogo i srednio. Ale produkty wege sa w kazdym sklepie, a niemal kazda buda z jedzeniem ma wegeodpowiedniki dan miesnych. Przy dworcu glownym jest tez genialna mydlarnia z recznie robionymi kosmetykami, gdzie weganskich jest masa, a panie sprzedajace bardzo mile i znajace sie na rzeczy.

  5. Ta część Berlina, o której piszesz z pewnością jest wspaniała i bardzo żałowałam, że nie miałam ostatnio możliwości jej przetestować. Byłam niedawno w Berlinie służbowo, żywiłam się w knajpach, ale niestety w grupie i nie miałam możliwości wyboru miejsca. I było to moje najgorsze doświadczenie kulinarne od lat! Chodziliśmy do "pierwszych lepszych" knajp z średniej czy trochę wyższej półki, a w wilelu z nich było 1 danie wege (dziwnie popularne gnocci…), albo tylko sałatka! A jestem "tylko" wegetarianką… Aż mi się przypomniały czasy wyjazdów wczesno licealnych- ziemniaki+surówka…
    Dla mnie niestety Berlin pozostanie miastem currywursta aż do następnej wizyty.

    Ale falafele w każdej budzie, za niewielkie pieniądze- bajka!

  6. Rozmowa bardzo ciekawa. I dzięki wielkie za ten wpis – w sierpniu jadę do Berlina i już będę wiedziała gdzie wstąpić coś zjeść

  7. W Goodies są także genialne zupy! Taka zupa, bajgiel i ciasto i potem trzeba się wytaczać zamiast wychodzić 😉 No i jeszcze jest wegański kebab Vöner oraz Yoyo, wszystko na Friedrischainie :)

    • Vöner chwali się pierwszym wegańskim kebabem na skalę światową, ale mój faworyt tam to bio-burger. Jest aromatyczny, pyszny i sycący! Muszę koniecznie sróbować wegańskiej pizzy w Sfizy Weg, dzięki za listę miejsc godnych odwiedzenia!

  8. trafiłaś tym postem w sendo! :) Myślę, że przed długim weekendem niejednemu_ej się przyda;) Ja niestety Berlin dopiero za kilka tygodni odwiedzę znów, ale po posiłkuję się Twoim wpisem na bank, choć teraz gdy w Poznaniu otwierają się przeróżne miejsca i lodziarnie serwują wegańskie lody jest to już coraz mniej atrakcyjne jeździć gdziekolwiek na jedzenie. Ja może nawet bardziej potrzebuję klimatu tego miasta, jego luzu i tego, że tam wszystko wydaje się być taaakie proste, niż rzeczywiście samej gastroturystyki. :) Choć nie powiem miło jest chłonąć klimat tego miasta zajadając jakieś kosmicznie dobre lody czy burgera 😉 😉

    • Wiadomo, w wyjazdach do Berlina nie chodzi tylko o jedzenie – ale to wszystko razem sprawia, że dobrze jest tam wpaść co kilka tygodni. Zwłaszcza jak się ma tak blisko jak Wy tam w Poznaniu! 😉
      P.S. Jakie nowe miejsca w Poznaniu? 😉

    • Właśnie, właśnie, jakie?
      Jako świeżo upieczona wegetarianka w Poznaniu byłabym wdzięczna za podrzucenie kilku adresów :)
      Kasia

  9. Dzięki za post, koniecznie sprawdzę kilka z wymienionych przez Ciebie miejsc następnym razem, gdy będę w Berlinie, bo jestem tam bardzo często i szczerze mówiąc zawsze jest jakaś nowa wege knajpka do odkrycia w tym mieście. Zazwyczaj wybieram jednak propozycje w azjatyckich knajpkach, które mają zawsze pyszne zupy w ogromnych talerzach za 3 euro. Choć i dobre burgerownie jak właśnie Yellow Sunshine to fajne rozwiązanie.
    Co do lodów, to ciężko się oprzeć lodziarniom serwującym lody z małych manufaktur, o takich magicznych smakach jakie sobie zamarzysz.
    Uwielbiam też turecki market przy Maybachufer! Zawsze mają tam wspaniałe, świeże i pachnące owoce i warzywa. Cuda, cuda, cuda i to za taką cenę, której nie uświadczysz w Polsce.
    Mam nadzieję, że i w Polsce kiedyś na słowo 'wegańskie' czy nawet 'wegetariańskie' kelnerzy w knajpach nie będą wybałuszać oczu.

  10. To ja poproszę jeszcze o namiary na hotel w pobliżu tych wszystkich pyszności i na weekend do Berlina wybiorę się na pewno :):):)

  11. Mieszkam w mieście. Mamy tu tylko jeden mały sklep z żywnością wegańską. Zero restauracji, lodziarni itp. Wygląda na to, że Berlin jest rzeczywiście rajem dla wegetarian i wegan, ale słyszałem, że w Warszawie też nie jest tak źle…

  12. o rany, dzięki! ostatnio byłam w Berlinie we wrześniu (z Poznania rzeczywiście jest blisko, aż wstyd, ze tak rzadko się tam wybieramy) i właśnie myśleliśmy o kolejnym wyjeździe. Bardzo pomogłaś z knajpami!

  13. jaaaaki czad!!! Ja myślałam, że Kraków to jest wegański raj, a jestem z Łodzi, w której knajpek wegańskich jest 2-3, a ty mi tu o Berlinie! JADĘ!!!

  14. Ale smaka narobilas! Najchetniej pojechalabym tam chocby i dzis :) Tymczasem moj Luby zabiera mnie w czerwcu w romantyczna podroz do Wiednia. Czy jako Obiezyswiat, Kucharz i Smakosz, ktorego preferencje kulinarne sa mi bliskie, moglabys mi polecic jakies miejsca szczegolnie warte uwagi? :) Bede baardzo, baaardzo wdzieczna :) Pozdrawiam i zycze wszystkiego smacznego :)

  15. Znakomita relacja. Wybieram się do Berlina na kilka dni we wrześniu, między innymi z postanowieniem poznania tych wszystkich fajnych miejsc wegetariańskich i wegańskich, o których tyle się mówi. Teraz już wiem dokładnie, dokąd pójdę :)

  16. Deser z Oreo? Te ciastka są uznawane za niewegańskie ponieważ testują je na zwierzętach. Nikomu nic nie zarzucam, ale jestem odrobinę zdezorientowana… :(

    • Ba! Zawieraja olej palmowy,ktory przy calej swej produkcji weganski nie jest wcale. Ja nie tykam takich rzeczy,ale to kwestia indywidualna-jestem wege z powodow etycznych,nie stricte zdrowotnych,dlatego nie kupuje produktow z olejem palmowym,ktory do zycia niezbedny nie jest.

    • Wybory żywieniowe są bardzo skomplikowane, każdy produkt w naszym koszyku może być winny złego traktowania zwierząt, ludzi lub planety. Do tego jeszcze dochodzi kwestia praktyk koncernów, które te produkty wypuszczają na rynek – czy korporacje testują produkty na zwierzętach? Czy zaśmiecają planetę? Czy uczciwie traktują ludzi, których zatrudniają?

      Na te i wiele innych pytań każdy musi odpowiedzieć sobie sam, dlatego ja w swojej kuchni i przepisach nie stosują w ogóle roślinnych tłuszczy utwardzanych, ale na wyjazdach robię od tego wyjątek i próbuję wielu słodyczy. To jak bardzo jest to sporny temat pokazuje chociażby to, że w każdej wegańskiej cukierni w jakiej byłam, były desery z Oreo.

      pozdrawiam serdecznie,
      XXX
      Marta

    • To nie temat sporny,a jedynie niekonsekwencja i lakomstwo. Nie kupujmy produktow testowanych na zwierzetach,zawierajacych olej palmowy,jedzmy zywnosc
      nieprzetworzona i sprawdzajmy skad pochodza nasze produkty(jedzmy,kupujmy lokalnie)to nie bedziemy szkodzic ani planecie ani zwierzetom ani ludziom. Btw-utwardza sie tluszczr plynne,aby wlasnie byly stale. Olej palmowy jest z natury staly dlatego wlasnie robi taka szkodliwa furore. Skadinad nie rozumiem dodawania go niemalze wszystkiego,ale slodycze i slone przekaski do zycia potrzebne nie sa.

  17. Nie wiedziałam, że Berlin jest aż tak elastyczny pod względem pysznego jedzenia. Koniecznie muszę pospisywać, bo wybieram się tam we wrześniu:-). Pozdrawiam, Agata.

  18. Marto, dziękuję za ten przewodnik – byłam na majówce w Berlinie i pokochałam wszystkie miejsca, do których poszłam za Twoim poleceniem! Nie miałam co prawda czasu iść wszędzie, ale burgery i burrito podbiły moje serce <3

  19. Mieszkam od kilku miesięcy w Berlinie i faktycznie na pierwszy rzut oka wydaje się, że to raj dla roślinożerców -szczególnie, jeśli chodzi o przetworzone substytuty mięsa i nabiału czy orientalne owoce, warzywa i przyprawy, ale czasem trudno znaleźć najprostsze warzywa i owoce typu marchewka czy jabłka, które pochodziłyby z regionu, a nie z importu. I nie mówię tylko o wielkich marketach, ale też eko sklepach, gdzie pojawia się np. bio marchew z Izraela. Jak dla mnie, pod względem dostępności prostej, regionalnej surowizny polskie ryneczki jednak wygrywają.
    Dzięki za ten przewodnik, kilka miejsc znałam, ale o wielu przeczytałam pierwszy raz. Widzę, że muszę częściej bywać w Neukölln, coraz więcej ciekawych miejsc (nie tylko jedzeniowych) tam powstaje. Jedno małe pytanie: czy Cafe Fuchs to jakieś zupełnie nowe miejsce czy Sophii chodziło o Cafe Vux (czasem Niemcy wymawiają to podobnie)?
    Pozdrawiam i dziękuję przy okazji za kopalnię kulinarnych inspiracji :)
    Aleksandra

    • Też to zauważyłam – w sklepie "bio" mają czosnek z Hiszpanii, Chile i Chin (!), a jabłka z Nowej Zelandii. Dla mnie to zaprzeczenie idei "bio" i jakaś totalna paranoja – wożenie z odległych części świata produktów, które od stuleci normalnie uprawiano na miejscu.

  20. Byłam w Berlinie, plany degustacyjne miałam wielkie, tymczasem:
    – Buritto Baby – długo szukałam w deszczu i okazało się zamknięte z powodu urlopu.
    – Yellow Sunshine – zmęczona i wygłodniała po całodziennym zwiedzaniu przez pomyłkę w adresie (19!) szukałam jeszcze dłużej. Bardzo smacznie choć klimat nie dla mnie (głośna ostra muzyka).
    – stałam w czwartek przed tabliczką: Eisenbahnstr.42 i nie widziałam żadnej hali, żadnego jedzenia, może godzina zła?

    pocieszyłam się znalezionym przypadkiem Cafe V i było bardzo smacznie ale obiecywałam sobie duuużo więcej:(

  21. Ja też skorzystałam z przewodnika, ale moje wrażenia dobre! 😉
    Prinzessinnengarten to chyba miejsce, któe trzeba odwiedzić, bo tak berlińsko nie jest nigdzie indziej 😀 I jak ktoś wyżej wspomniał, zapisałaś zły adres Yellow Sunshine – nr 19, nie 91. Trafiłam dosyć szybko i się zdziwiłam, bo numeracja na tej ulicy była pomylona jakaś xD Ale ogólnie Wienerstr. jest świetna, trafiłam tam jeszcze na kilka innych ciekawych miejsc (sklep z fair-trade ubraniami, antykwariat, market z organiczną żywnością na wagę). Całkiem niedaleko jest też wielki BIO market. Jutro z kolei planuję znaleźć pizzerię, jakaś kawiarnię i jeśli starczy kasy, to Veganz 😀

    Ewa

  22. Mieszkam od dwóch miesięcy w Berlinie i prawdę mówiąc, nie rzucam się na te wszystkie wegetariańskie i wegańskie wynalazki. Wiele z nich to żywność co prawda bez składników zwierzęcych, ale jakby nie było, też wysoko przetworzona. Zamiast kiełbaski czy pasztetu z pudełeczka zdecydowanie wolę Twoje smalczyki z fasoli czy paprykarz, zrobione z podstawowych naturalnych składników: ziaren, warzyw itp. Zakupy robię zwyczajnie w Kauflandzie, dopiero jak mi czegoś brakuje (soi, czy najzwyklejszej kaszy gryczanej, która tu robi za egzotyczny specjał kuchni rosyjskiej) zaglądam do biomarketu Alnatura (jest ich około 10 w Berlinie).

  23. Potwierdzam. Yellow Sunshine 21 kwietnia 2015 był nadal pod nr 19, a nie 91 (też trafiliśmy przez przypadek 😉

    UWAGA!!! Let it Be Vegan otwarty od 15:00, a Sfizy Veg dopiero od 17:00!

    Na szczęście przed okołoobiadową śmiercią głodową uratowało nas pobliskie Pêle-Mêle (zresztą zarekomendowane przez chłopaka z Let it Be Vegan, który w przypływie litości nam o tym miejscu przypomniał, gdy zrezygnowani odbiliśmy się o 14:00 od zamkniętych drzwi LiBV :)

    Lody w Fraulein Frost godne polecenia.

    Generalnie jest gdzie pokrążyć wegańsko po tym mieście, ale burger i tak są najlepsze w Krowierzywej, a ciasta w W Gruncie Rzeczy na Hożej w Warszawie 😉

  24. Cześć, w artykule jest pomyłka – Yellow Sunshine znajduje się przy Wienerstr. 19 a nie 91. Myślę, że za cenę w jakiej sprzedawane są burgery można zjeść w Berlinie dużo lepiej, bułka była średnia i kupna, frytki podane jako dodatek ociekały starym tłuszczem, a i dodatki nie specjalne. Ze swojej strony moge polecić Johann Rose przy ulicy Pannierstraße 41 naprawdę pyszne jedzenie, i przemiły wystrój. 😉

  25. Po pierwsze, kupiłam Pani książkę (piękna rzecz) i Pani przepisy rządzą w mojej kuchni. Praktycznie każdy obiad to Pani przepis. Po drugie kocham Berlin, bywam tam często (z Poznania blisko) i już podczas poprzedniego pobytu udało mi się coś tam wyszperać w tym temacie, ale oczywiście nie pamiętam nazw. Za dwa tygodnie wybieram się tam po raz kolejny i chętnie wypróbuję którąś z podanej listy. Bardzo dziękuję :)

  26. W Berlinie byłam kilka razy i zawsze mi się podobało, również pod względem jedzenia (ach ten Vaust przy Pestalozzistraße), ALE w tym roku w czerwcu byłam w Monachium i to jest dopiero wegański raj! Polecam z całego serca. Jakby co, służę wskazówkami :)

  27. Dodaj komentarz

    Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *