Jadłonomia @ Snapchat
snapchat: jadlonomia

Lobio, czyli gulasz z fasoli


Często podróżujący wegetarianie i wegetarianki (nie wspominając już nawet o tych jedzących wegańsko!) są skazani na przymieranie głodem, bo jedyną opcją jest kolejna sałatka z pomidorów lub kuskus z warzywami. Tymczasem w Gruzji zawsze na podorędziu jest lobio, czyli gęsty, sycący i rozgrzewający gulasz z czerwonej fasoli. A do tego zupełnie wegański.

Nieważne, czy nagle wylądujecie w tanim barze, czy w drogiej restauracji; czy głód złapie was w Batumi, czy w Tbilisi – zawsze uda się wam zjeść lobio. Czasem pod tą nazwą kryje się zupa z czerwonej fasoli i soku z granatów, czasem pasta do chleba, a jeszcze innym razem treściwy gulasz, bo lobio oznacza po prostu czerwoną fasolę. Dlatego może pojawić się w różnych miejscach jadłospisu, niekiedy jako przystawka lub zupa, a najczęściej jako danie główne z gniecionej czerwonej fasoli z rozgrzewającymi przyprawami i mnóstwem kolendry. Zawsze podawane bardzo gorące, najlepiej z kukurydzianym chlebem, pszennym plackiem lub kaszą kukurydzianą. Od pierwszego zanurzenia łyżki przyjemnie syci, rozgrzewa i poprawia humor, dlatego najlepiej jest ugotować duży garnek i jeść go przez kilka dni – z każdym dniem lobio jest coraz lepsze.

wersja do druku

Lobio, czyli gulasz z fasoli

  • Czas przygotowania: powyżej godziny 180M

Składniki na 5 - 6 porcji:

3 szklanki suchej fasoli, namoczonej przez noc w zimnej wodzie
1 cebula
2 liście laurowe
garść orzechów włoskich, uprażonych i posiekanych
olej do smażenia
sól i czarny pieprz

Pasta kolendrowa:
2 ząbki czosnku
duża doniczka świeżej kolendry, liski oraz łodyżki ścięte tuż nad ziemią
1 ½ łyżeczki kuminu
1 łyżeczka kozieradki
½ łyżeczka chili
łyżeczka soli

Przygotowanie:
  1. Namoczoną fasolę wypłukać, zalać dużą ilością świeżej wody i gotować do czasu, aż będzie bardzo miękka, czyli około 45 – 60 minut.
  2. W międzyczasie w moździerzu lub blenderze utrzeć wszystkie składniki na pastę kolendrową, tak, aby połączyły się w grudkowatą masę.
  3. Ugotowaną fasolę odcedzić, wodę z gotowania przelać do niedużej miski. Fasolę opłukać i przełożyć do dużej miski.
  4. Na dnie garnka, w którym gotowała się fasola rozgrzać kilka łyżek oleju. Cebulę pokroić w kostkę i zeszklić cebulę razem z liści laurowymi do czasu, aż zacznie się robić złota i chrupiąca.
  5. W międzyczasie ugotowaną fasolę rozgnieść przy pomocy praski do ziemniaków lub drewnianej łyżki tak aby, większość ziaren się rozpadła. Przełożyć do garnka z cebulą, dodać 3 szklanki wody z gotowania, pastę z kolendry i dokładnie wymieszać. Doprawić do smaku solą i czarnym pieprzem, na koniec wsypać orzechy i zgrzebnie wymieszać. Jeść z kaszą kukurydzianą lub inną ulubioną.

Spróbuj innych potraw z tymi składnikami:


  1. Zapowiada sie wspaniale,ale ja mam prosbe z innej beczki,jak zawsze zrwszta. Marza mi sie idealne wege lody-ostatnio upieklam przepyszna szarlotke razowa z Twojego bloga i tak chcialam podac gosciom do niej wege lody,ale kokosowe zamarzly mi na kamien(wiem,moze gdybym wczesniej wyjela),bananowe mi nie pasowaly jakos… Jes szansza Marto,ze w najblizszych,cieplych miesiacach podejmiesz sie opracowania takiej idealnej wersji wege Haagen Dazs?;)

  2. Śledzę Twojego bloga od jakiegoś czasu, ale komentarz piszę pierwszy raz. Na początku gratuluję sukcesu w konkursie blog roku. Cieszy mnie, że w tym roku został doceniony blog bezmięsny, choć to w Polsce mało popularna dieta.
    Przedstawiasz ciekawe propozycje, zamierzam część z nich wypróbować. Niestety obecnie nie mam zbyt zadowalających warunków na większe gotowanie, więc muszę się skupić raczej na tych mało wymagających.

    Pozdrawiam serdecznie

    • Dzięki wielkie za pierwszy komentarz w takim razie! Jeśli szukasz czegoś prostego to zacznij od tego lobio – wystarczy jeden garnek i moździerz, a jak się uprzeć do i drewniana łyżka wystarczy do roztarcia wszystkiego na pastę :)

      pozdrawiam i jeszcze raz dziękuję,
      Marta

  3. Pani Marto to bardzo ciekawe danie i jest troszke podobne do curry z czerwonej fasoli ktore robi moj maz. Z tym ze nie rozgniata zadnych skladnikow ale dodaje jeszcze kawalki ziemniakow i kilka innych przypraw np kurkume. Na pewno wyprobuje.

  4. wow, Gruzja ląduje na mojej kulinarnej mapie miejsc do odwiedzenia. Tymczasem wyjeżdżam na tydzień odkrywać Maroko – masz jakieś rady odnośnie informowania ulicznych sprzedawców, że interesują Cię dania tylko bezmięsne? Miałaś jakieś problemy z natrętnymi 'przewodnikami' w miastach?
    Gratuluje super ekstra bloga, Dom

  5. Hej, Marto, moje pytanie to pewnie profanacja. Jednak mój mąż organicznie nie znosi natki kolendry, a ja nie chcę go męczyć i unieszczęśliwiać, tylko wręcz przeciwnie:-)
    Jak myślisz, czy wobec tego mogę zastąpić w tym daniu kolendrę inną zieleniną i jaka najlepiej by pasowała? Najczęściej używam jako zastępnik natkę pietruszki, ale nie wiem, czy to wystarczająco gruzińskie…

    A poza tym drobnym mankamentem – danie zapowiada się zachwycająco. Proszę o jeszcze więcej pomysłów na wege-dania z Gruzji, bo za tydzień robię małą imprezę, a gruziński wieczór byłby fajnym pomysłem!

  6. Witaj, jaki olej roślinny do smazenia bys poleciała? Nierafinowany rzepakowy np, co myslisz o nim i jakiej firmy najlepiej kupić? pozdrawiam,Magda

  7. Magda, nigdy nie smażymy na olejach nierafinowanych! Oleje tłoczone na zimno mają punkt dymienia na poziomie 150 stopni, więc podczas smażenie po prostu płoną stając się szkodliwe i niesmaczne. Polecam olej z pestek winogron lub ryżowy, to neutralne w smaku oleje, które są przeznaczone właśnie do smażenia :-)

    • Bardzo dziękuję Tobie za tę informację. .zastanawiam się tylko czy ja wobec tego cały czas robiłam nieprawidłowo- smażyłam na oleju rzepakowym Kujawskim, on jest tłoczony na zimno,ale chyba nadaje się do smażenia? .. Czy mogłabyś powiedzieć jaka jest różnica w używaniu do smażenia olejów takich jak Ty polecasz- winogronowy lub ryżowy -a innych np. taki rzepakowy Kujawski. Chciałabym tez zapytać Cię o najbardziej wartościowy olej, najbardziej neutralny w smaku, który można byłoby używać do surówek,sałatek, sałatki śledziowej itp. Czy mogłabyś doradzić. pozdrawiam,Magda

    • Magda, olej Kujawski wcale nie jest tłoczony na zimno – to tylko chwyt marketingowy :) Jest olejem przeznaczonym do smażenia, dlatego ziarna rzepaku są rafinowane, tak jak w tym fragmencie opisano: "Olej Kujawski uzyskujemy ze starannie wyselekcjonowanych nasion rzepaku w procesie pierwszego tłoczenia. Następnie olej ten jest poddawany procesowi rafinacji (oczyszczania)."

      Różnica jest przede wszystkim w smaku – olej winogronowy ma bardzo delikatny, neutralny smak, nie wyczuwa się w nim posmaku, tak jak w oleju rzepakowym. Natomiast jeśli chodzi o oleje do stosowania na zimno, to wszystkie mają jakiś posmak i warto korzystać z tych aromatów. Ja bardzo lubię rzepakowy tłoczony na zimno, dobrą oliwę z oliwek oraz olej lniany :)

      pozdrawiam,

    • Chwyt marketingowy,.. ależ to mydlenie oczu ludziom :(Dziękuję Ci bardzo za te informacje Marta..Chciałabym zaopatrzyć się w jakiegoś dobrego rodzaju oleje.Do smażenia i do sałatek- czy te które wymieniłaś mogą długą postać?( Wiem tylko,ze olej lniany 3 m-ce). I czy oprócz oleju lnianego, inne tez trzeba przechowywać w lodówce? Podaj nazwy firm, olejów,których używasz , które wymieniłaś wyżej, please :)

      • Chciałam nawiązać do oleju, ale nie mogłam dodać komentarza do komentarza o olejach, więc piszę osobno. Kupiłam niedawno na Ukrainie nierafinowany olej słonecznikowy. Jest ciemniejszy od naszego rafinowanego i ma specyficzny aromat i smak. Doradź Marto, do czego go używać, bo na pewno nie do smażenia. Mam wrażenie, że ma taki trochę orzechowy posmak.

        • Barbara, kupiłaś rarytas, olej tłoczony na zimno! Korzystaj z niego do sałatek albo do polewania zup. Spróbuj kremu z dyni z takim olejem albo połącz go z musztardą, octem, solą i wyjdzie Ci pyszny winegret. W sam raz do jarmużu, marchewki albo kapusty :)

  8. Witaj Marto:)
    Jak trwoga to do… jadlonomii;) prosze moze mi pomozesz a przy okazji otworzysz nowa kategorie na blogu? 😀 widze ze duzo podrozujesz i masz jakies doswiadczenia, w najblizszych dniach wybieram sie do wroclawia, pragi i budapesztu z dzieciakami, czy moze znasz jakies wegetarianskie knajpki godne polecenia w ktoryms z tych miast? Nie znam nikogo wege i nie mam sie z kim skonsultowac;) dziekuje serdecznie za pomoc:)
    Magda

    • W Pradze i Budapeszcie dawno nie byłam, co do Pragi to poczytaj tutaj:
      http://icantbelieveitsvegan-veganstories.blogspot.com/2012/12/weganka-w-pradze-czesc-1.html
      http://icantbelieveitsvegan-veganstories.blogspot.com/2012/12/weganka-w-pradze-czesc-2-post-o-jedzeniu.html

      Natomiast o Wrocławiu mogę Ci powiedzieć wszystko! :)
      Pierwsze kroki zdecydowanie skieruj do Baru Vega na wrocławskim rynku – to najstarszy polski bar wegetariański, po pięknym remoncie. Serwuje najbardziej klasyczne i popularne dania kuchni wegetariańskiej.

      Z Vegi udaj się do Złego Mięsa, tam na pewno spodoba się dzieciom :) To wegetariańska jadłodajnia serwująca bezmięsny fast food, są więc pizze, burgery i tortille, ale są też zestawy obiadowe (na przykład bardzo dobra ryba z selera). Jest bardzo na luzie, zawsze jest masa ludzi z dziećmi i psami :)

      Po Złym Mięsie czeka na Was prawdziwa cudowność czyli Machina Organika. To zdecydowanie najambitniejsza kuchnia wegetariańska we Wrocławiu, a dodatkowo całkowicie bezglutenowa. Codziennie można zjeść inny zestaw lunchowy, zawsze przepyszny i podany w piękny sposób. Nie można wyjść stamtąd nie próbując jednego z ciasta z nerkowców, są po prostu obłędne!

      Nie omińcie też niepozornej Nalandy ukrytej za Renomą – to bardzo natchnione miejsce, serwujące dania zgodne z Kuchnią Pięciu Przemian. Jeśli macie ochotę na dobrze zrobioną kaszę jaglaną, rozgrzewające zupy i placki, to jest właśnie miejsce dla Was.

      A na koniec po tym wszystkim koniecznie przejdźcie się na kawę do Rozrusznika, który jest dwa kroki poza centrum, ale z Rynku spacer zajmie Wam 15 minut. To wspaniała kawiarnia serwująca najlepszą kawę w mieście, a do tego bardzo przyjazna dzieciom.

      Pomogłam? :)

    • Z przykrością to napiszę i przepraszam Cię Marto, że na Twoim blogu, ale muszę coś napisać o barze Vega. Po całkiem smacznym obiedzie i pysznym cieście musiałyśmy z córeczką skorzystać z toalety i niestety okazało się, że toaleta dla gości jest nieczynna. Obsługa pozwoliła nam jednak skorzystać z toalety na zapleczu i to co tam zobaczyłam po prostu mnie powaliło. Brud, tony kurzu, jakieś stare połamane stoły i krzesła, a pośród tego jedzenie w miskach. Sanepidu w Vedze nie było chyba już bardzo dawno. Ten widok zapamiętam do końca życia i do Vegi z pewnością już więcej nie pójdę. Tym bardziej, że wegetariańskich restauracji jak widać jest już we Wrocławiu trochę.

      Pozdrawiam,
      Beata

    • Tak, bardzo pomoglas, dziekuje slicznie:) wlasnie maz poszedl do zlego po obiad na wynos bo dzieci nam zasnely wymeczone zoo;)
      Wieczorem cos jeszcze zaliczymy, niestety we wroclawiu tylko przejazdem wiec nie zdaze wszystkiego zobaczyc i sprobowac, ale moze nastepnym razem:)

  9. Kilka dni temu, natchnięta Twoimi wpisami o kuchni gruzińskiej, postanowiłam przygotować na obiad lobio, to z poprzedniego przepisu na zupę. Składników nie zmiksowalam, żeby wyszedł właśnie gulasz (żeby mąż nie narzekał że na obiad "tylko zupa", gulasz to jednak stałe danie które wg niego jest już do przyjęcia solo na obiad 😛 ). Do tego przygotowałam chlebki naan wg Twojego przepisu, żeby było czym talerzyk wylizywac 😉 otóż ten mój kochany mąż, zatwardziały mięsożerca, jeszcze nie skończył pierwszej porcji, a już domagał się drugiej. Później, z buzią zapchaną piątym chlebkiem, wyartykulował: "zrobisz mi takie na jutro do pracy?" 😀
    Oprócz tego uwielbia pasztety z soczewicy, chociaż się z nich śmieje i nazywa nieprawdziwymi, to jednak w niejasny sposób pół blaszki znika przez noc :-)
    I dlatego, za nawracanie 😉 mojego mięsożercy na super dania, które mięsa nie zawierają, pięknie Ci dziękuję :-* Nagroda dla Ciebie jak najbardziej zasłużona, gratuluję :-)
    Pozdrawiam
    Marta

    • Marta, to wspaniale! Mąż chyba tak się śmieje, bo nie może uwierzyć, że tak mu to wszystko smakuje :)
      ściskam Was gorąco,
      Marta

  10. Świetne! "Spolszczyłam" trochę przepis, tzn zamiast czerwonej fasoli dodałam białą, a kolendrę zastąpiłam pietruszką. I zamiast przypraw podanych przez Ciebie, dodałam cząber i pieprz cayenne. Wyszło niebo w gębie, najprościej mówiąc. Dziękuję za inspirację.

  11. Cała masa przepisów z fasoli. Mam jednak problem … Macie jakieś sposoby na brak wzdęć i sporej ilości gazów po zjedzeniu fasoli?

  12. zrobiłam , własnie stoi w garnku i tak się zastanawiam czy ktoś to zje …bo mi nie smakuje , było nawet dość dobre dopóki nie dodałam pasty:( . Szkoda , bo robiłam sobie wielkie nadzieje …Dzię własnie taki deszczowy dzień , gulasz fajnie , by rozgrzał….idę szybko gotować coś w zamian:(

    • Niemożliwe, że po dodaniu kolendry całe danie jest nie do zjedzenia – przecież dzięki paście dopiero zyskuje smak! Powiedz mi co Ci w nim nie smakuje, to doradzę jak je uratować – może nie przepadasz za kolendrą, albo czosnku było za dużo? Zaraz coś wymyślimy :)

  13. Dzięki.Nie ratowałam gulaszu , zrobiłam szybko naleśniki. Mąż wrócił z pracy i pochłonął ten gulasz prawie w całości :) …chyba ta kolendra w takiej ilości nie jest dla mnie :(. Dodam , że jesteśmy " mięsożerni" oboje , ale co najmniej raz lub dwa razy w tygodniu korzystam z Twoich przepisów i najbardziej przypadła nam do smaku pasta z pieczonej papryki i orzechów .:) Pozdrawiam! Ewa

  14. Ja miałam dziś zrobić, ale pokombinowałam… zamiast fasoli ciecierzyca, kolendry – bazylia, orzechów włoskich – ziemne, do tego duuużo selera, nie robiłam pasty tylko wrzuciłam jak leci, a na koniec wymieszałam z tureckim przecierem paprykowym. I nie mogę się tym najeść, takie dobre wyszło! Więc choć nie komentuję przepisu, bo wyszło mi zupełnie inne danie, dziękuję za inspirację, bo uratowała mi dzień głodomora :)

  15. Czym radziłabyś zamienić ewentualnie świeżą kolendrę? Wiem, że tutaj to jeden z głównych składników, ale przepadam za nią tak średnio. Jakieś propozycje?
    Ola

  16. W sumie w Gruzji to wegetarianie biedy nie mają. Lobio, chaczapuri we wszelkiej postaci, chinkali z serem albo grzybami, bakłazany w przeróżnych odsłonach, adżapsandali, pachali, lobiani… no i wszędobylskie pomidory i ogórcy:)

  17. Kolendrę zastąpiłam natką pietruszki, a kozieradki nie miałam. Czegoś mi brakowało więc dodałam lubczyk, cząber i tymianek … ale dalej czegoś brakowało. Dodałam koncetrat pomidorowy i wyszło przeeeeepyszne.

  18. Pani Marto proszę o ratunek, zrobiłam wg przepisu, ale jak dla mnie wyszło zbyt mocno perfumowane, nie wiem…chyba któraś z przypraw mi „nie leży”. Korci mnie żeby dodać rodzynki, może coś innego, żeby przełamać smak, który średnio mi smakuje. Pomoże Pani ?

    • Aga, prawdopodobnie nie leży Ci duża ilość kolendry, niektórych ten aromat może drażnić. Dodaj do garnka dużą garść rodzynek i małą garść orzechów włoskich, a całe danie podawaj ze świeżą pietruszką i pestkami granatu. Wtedy posmak kolendry powinien trochę się zagubić :)

  19. Zrobiłam właśnie dzisiaj na obiad. Wygląd początkowo mnie przerażał i wątpiłam czy wyjdzie z tego coś jadalnego 😉 po nałożeniu na talerz, gulasz zaczął przypominać ten ze zdjęcia. Jeżeli chodzi o smak to ciężko obiektywnie mi go ocenić bo ewidentnie nie jest to mój smak (pomimo, że lubię kolendrę). W każdym razie zjedliśmy, choć bez szału :-)

  20. Czerwona fasola jest najlepsza. Bomba białkowa, itd.
    Mam prosty przepis na smakowitość, która nazywam fasolka po meksykańsku.
    Naprawdę duża ilość cebuli pokrojoną drobno i zeszklona na małym ogniu. Kilogram startych na grubych oczkach pomidorów dodany do cebuli. Majeranek, pieprz cayenne, fruktoza do złamania smaku. Kilkanaście minut na małym ogniu, i 50 70 dkg ugotowanej, czerwonej fasoli wraz z pół litrem wody z gotowania. Kilkanaście minut pytania, i doprawienie do smaku.
    Gesta, zawiesista potrawa znakująca i z ryżem, i z pieczywem.
    Jem przynajmniej raz w tygodniu, i nie chce mi się znudzić. Pozdrawiam.

  21. Smaczne ale zbyt ubogie w skladniki – pachnie malizną. Dodałabym jeszcze przynajmniej jakieś dwa warzywa. Pasta kolendrowa fajnie się przebijała w smaku, ale znajdujący się tam kumin sprawiał, że lobio smakowało podobnie jak każde jedno curry, a nawet harrira. Wydaje mi się, że przydałaby się tutaj jakaś smakowa odmiana.

  22. Dodaj komentarz

    Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Spróbuj również: