Jadłonomia @ Snapchat
snapchat: jadlonomia

Tofucznica z jarmużem


tofucznicy pisałam kilka miesięcy temu przekonując, jak dobrze smakuje ze szczypiorkiem lub ze świeżymi szparagami. Ale tak naprawdę najlepiej smakuje właśnie zimą, kiedy można do gorącego tofu dodać liście zielonego, mięsistego jarmużu.

Tofucznica to oczywiście wegańska propozycja śniadaniowa, czyli równie szybkie co jajecznica smażone tofu. Za jajeczny, intensywny smak tofucznicy odpowiadają płatki drożdżowe oraz czarna sól, dlatego jeśli nie macie ich pod ręką, poczekajcie z wykonaniem tego przepisu. Ale kiedy już się w nie zaopatrzycie i spróbujecie pierwszej tofucznicy, to szybko przygotujecie kolejną. Przygotowuje się ją w kilka minut, a dzięki dodatkowi jarmużu syci na bardzo długo i nadaje się zarówno na lunch, brunch, a nawet na poczciwe, swojskie śniadanie.

wersja do druku

Tofucznica z jarmużem

  • Czas przygotowania: do 30 minut 30M

Składniki na 1 - 2 porcje:

2 liście jarmużu / 30 g
1 kostka tofu / 180 g
⅓ – ½ łyżeczka czarnej soli kala namak, do kupienia tutaj
2 – 3 łyżeczki płatków drożdżowych, do kupienia tutaj
¼ łyżeczki kurkumy
⅛ łyżeczki chili
¼ szklanki wody
świeżo mielony czarny pieprz
olej roślinny do smażenia

Przygotowanie:
  1. Na patelni rozgrzać olej roślinny. Tofu otworzyć, odlać wodę i w palcach rozkruszyć na grube okruchy. Tofu wsypać na rozgrzany olej na patelni i podsmażać przez 4 – 5 minut.
  2. W tym czasie przygotować jarmuż: przełożyć go do dużej miski z zimną wodą, dokładnie wypłukać i podzielić na małe kawałki wykrawając twardą łodygę z środka. Lekko osuszyć i odstawić na bok.
  3. Kiedy tofu lekko się zezłoci, dodać jarmuż razem z czarną solą, płatkami drożdżowymi, chili i kurkumą, następnie dokładnie zamieszać i wlać wodę.
  4. Co jakiś czas mieszając pozwolić tofu dusić się w wodzie przez około 3 – 5 minut, a kiedy cała woda odparuje, smażyć jeszcze chwilę i zdjąć z patelni. Podać posypane świeżo mielonym, czarnym pieprzem i z dobrym pieczywem.

Spróbuj innych potraw z tymi składnikami:



  1. To mnie zawsze zastanawiało u wegan, absolutna odrzucenie pokarmów odzwierzęcych i absolutna ignorancja względem królestwa grzybów, czyli drożdży i pleśni, które jest na pograniczu roślin i zwierząt. Królestwo grzybów należy do tej samej supergrupy, z której wywodzą się zwierzęta, i ma potwierdzone wspólne korzenie ewolucyjne, natomiast powiązania, za które przyłączano je do roślin zostały obalone. Wtedy weganie powinni zatem odrzucić wszystkie wyroby pochodzące od królestwa grzybów jak drożdże piekarnicze, niektóre alkohole (wino, piwo, whiskey), niektóre leki (np. penicyliny). Ale to królestwo pogranicza, nie wiadomo jak je traktować, ja – nie wiem.

    • Wh nomenklatury biologicznej grzyby sa osobnym krolestwem,nie nalezacym do zwierzat. Fakt,ze jedne organizmy przeksztalcaly sie w inne,rozwijaly sie konwer-badz dywergentnie,nie swiadczy o tym,ze sa nimi teraz. Troche tak jak z opioidami-jeden atom wegla mniej w strukturze,a substancje zupelnie inne-zakazane i do kupienia w aptece. Grzyby,rosliny,protista i prokaryota,choz zywe,zwierzetami nie sa. Pozdrawiam,M.

    • Popieram, to żaden trolling – po prostu zwykłe zdroworozsądkowe myślenie, wolne od pseudodogmatów, które nie służą niczemu. Sądząc z tekstu, nie chodzi o nowe smaki czy nowe dośiwadczenia kulinarne tylko o rekreowanie smaków znanych od stuleci. I właściwie, idąc tym tropem, wystarczą płatki drożdżowe i czarna sól, a udawanie że ma się na talerzu jajecznicę staje się zbyteczną ekstrawagancją. Też pozdrawiam, NM.

    • Ani trolling, ani teoria. Jeśli chodzi o bakterie – nie, to nie ten sam przypadek, bo grzyby mają więcej wspólnego ze zwierzętami niż z roślinami, nie bakterie. Właśnie dlatego interesuje mnie pogląd wegan w tej kwestii, bo to właśnie kwestia interesująca. Podział świata na rośliny i zwierzęta, z pominięciem innych organizmów, jest naiwny. I znowu, właśnie dlatego ciekawi mnie tak lekkie używanie organizmu, który ma więce wspólego ze zwierzętami niż z roślinami (pomimo że nie jest zwierzęciem), tylko dla poprawy smaku.

    • To,ze eucaryota ewoluowaly z procaryota,nie czyni z nich tych pierwszych,wiec nie rob mi tu z krolestwa grzybow zwierzat. Pseudoefedryna i metamfetamina sa niemal identyczne,a jednak tymi samymi substancjami nie sa,a fakt,ze sa ozywione,jak i rosliny,nie sprawia,ze maja system nerwowy rozwiniety na tyle,aby odczuwac bol. Pzdr,M.

    • Nie robie Ci tu z królestwa grzybów zwierząt, napisałam, że to królestwo pogranicza. Przykład związków chemicznych, nawet organicznych, jest nie na miejscu i nijak się ma do organizmów żywych. Jeśli w filozofii diety wegańskiej chodzi tylko o odczuwanie bólu to nie ma tematu.

    • No to jeżeli jajko cierpi, to ewidentnie krzywdzimy jarmuż założeniem, że jarmuż nie cierpi. No bo w czym jarmuż ma być gorszy od jajka??

    • Ta wypowiedź to rzeczywiście intelektualny trolling. Grzyby to oddzielne królestwo, na poziomie organizacji tkanek mają więcej wspólnego z królestwem roślin (a ich budowa jest nawet bardziej prymitywna niż roślin, większość jest jednokómórkowa, nie mają tkanek tylko słabo uorganizowną plechę) choć to filogenetycznie czy molekulanie krewniacy zwierząt, rozpatrując sprawę tak zdroworozsądkowo, no nie ? Jest jedna zauważalna (nawet dla osoby mało krytycznej, przerobionej przez nasz wspaniały system edukacji na bezmyślnego wypełniacza testów) różnica: grzyby (i Protista) w przeciwieństwie do nie wykształciły tkanki nerwowej (i mózgu), co za tym idzie nie odczuwają bólu, nie mają pamięci i świadomości. Nie trzeba zaglądać do wikipiedi, żeby zauważyć tę podstawową różnice między zwierzętami a grzybami, roślinami czy pierwotniakami. Zastanawiam się czy autor wpisu ma problemy z logiką, czy to ma być prowokacja? Obawiam, że wziął sobie do serca (tak jak i inni anonimowi trolle) po prostu ideę bliskiego pokrewieństwa z grzybami :/

    • Dżizas, nie chodzi o cierpienie jajka, a o kurę, która to jajko znosi – warunki, w których jest trzymana (w przypadku chowu klatkowego to po prostu tragedia) i to, co się z nią dzieje, gdy już przestanie jajka znosić. Jak to pisała gdzieś Marta – taka kura nie ma świadczeń emerytalnych i najczęściej ląduje finalnie na talerzu. I z tego powodu weganie nie jedzą jajek. To samo dotyczy nieużywania produktów mlecznych – nie o mleko chodzi (chyba, że ktoś ma alergię), a o krowy, które to mleko dają.
      Może zamiast wyskakiwać z kwestią "cierpienia" jarmużu i jajek, warto najpierw cokolwiek na ten temat poczytać?

      Kasia

    • Kasiu miła, ale co jeśli jarmuż też wzrasta w niegodnych warunkach?
      A jeśli kura jest z wolnego wybiegu, to można zjeść od niej jajko czy nie? Poza tym kura będzie znosić jajka tak czy owak, bez względu na warunki bytowe.
      A co do świadczeń emerytalnych, to chyba nikt z tu piszących na nie nie liczy, więc skąd ten pomysł z emerytowaną kurą? Emerytowane kury, o ile wiem, kończą w rosole. Więc stoję na stanowisku, że wegetarian jeszcze jakoś da się zrozumieć, ale wegan już trudno.

    • No i właśnie dlatego, że "emerytowane" kury nioski (niezależnie od typu chowu) kończą na ogół w rosole, weganie nie jedzą jajek – żadnych.
      Jeśli nie ma dla Ciebie znaczenia to, czy kura znosi jajka w warunkach chowu klatkowego czy też w wolno wybiegowego, to ja na to nic nie mogę poradzić. Doradzam wizytę na takiej fermie. Ja byłam, widziałam, nie jadam jajek oznaczonych jako "3". Jak widzisz, weganką nie jestem, ale rozumiem i szanuję wegański punkt widzenia.
      Co do warunków wzrastania jarmużu, to mam nadzieje, że to jakiś żart, bo nie chce mi się wierzyć, że to tak naprawdę…

      Kasia

    • Weganie i weganki decydując się na dietę roślinną mają ku temu zawsze jakieś swoje powody – jedni mają na względzie powody etyczne, inni ekologiczne, a jeszcze inni zdrowotne.

      I to właśnie te przesłanki decydują o tym, co jedzą i dlaczego wierzą w słuszność swojego wyboru, a nie klasyczna analiza królestwa roślin i zwierząt :)

      XXX
      Marta

    • A jakie powody stoją za niejedzeniem miodu: etyczne (pszczoły cierpią, gdy im się odbiera miód?), zdrowotne (czy syrop klonowy jest zdrowszy od miodu?) czy ekologiczne (od kiedy to zbieranie miodu z pasiek zaburza jakikolwiek ekosystem?)?

      MD

    • MD,

      nie wszyscy weganie nie jedzą miodu – niektórzy nie jedzą, bo trzymają się konsekwentnie zasady niewykorzystywania zwierząt; a inni jedzą, bo mają podobne wątpliwości jak Ty. Ja używam miodu i nie mam z tym problemu, ale każdy sam decyduje o tym jakiego słodu używa w swojej kuchni, czy nie? :)

      XXX
      Marta

    • W odniesieniu do miodu wydaje mi się, że można zgodzić się z argumentami dotyczącymi wręcz grabieżczej polityki wielu pszczelarzy – zabierają pszczołom za dużo miodu i w związku z tym stan pszczół się pogarsza, a co za tym idzie ich przeżywalność po zimie. Wszak dobroczynne działanie miodu jest ukierunkowane przede wszystkim na pszczoły, my korzystamy z tego przy okazji 😉 A tak to narobią się wiosną i latem, a potem guzik z tego mają i w tym kontekście są wykorzystywane. Ten typ "gospodarowania" miodem jest zresztą jednym z czynników wymienianych jako przyczyna CCD (Colony Colapse Disorder).

      Ja akurat miodu nie jem, bo nie lubię jego smaku. I bardzo tego żałuję, bo chętnie skorzystałabym z jego właściwości. To samo mam zresztą z bakłażanem 😉

      Kasia

    • A ja jem co dzień rano na śniadanie bakłażana z miodem i stąd mam moje duuuuże poczucie humoru. Może warto się czasem przełamać?

      Też Kasia.

  2. Mnie z kolei zawsze zastanawialo jakies takie upierdliwe czepialstwo. I to ze kiedy przychodzi do jedzenia tonagle wszyscy dookola staja sie dietetykami i biologami.

    • To była hipoteza i rozmyślenia, podanie ciekawej konsekwencji. Domyślam się, że spowodowane zwykłą ciekawością.

    • A mnie zastanawia, do kogo są skierowane te przepisy, skoro przygotowanie tej pożal się boże tofurnicy trwa ze trzy razy dłużej niż normalnej jajecznicy, o kosztach nie wspominając. Chyba tylko znudzone życiem panny korposingielki z warszawki moga sobie na to pozwolić ze zrozumiałych względów. Normalny człowiek nie bardzo.

    • O, nie wiedziałam, że w Warszawce (powiat jędrzejowski, gmina Jędrzejów, tak dla przypomnienia geografii) są korporacje zatrudniające znudzone życiem singielki… (bo rozumiem, że panowie single już się nie łapią do klasyfikacji?)

      A tak na serio – szanowny niekorpochamie skądśtam – przepis kierowany jest po prostu do osób, które chcą z niego korzystać. Tak jak wszystkie przepisy, które można znaleźć zarówno w internecie, jak i książkach kucharskich, z przepisem na kotlety z kostek rosołowych oraz carpaccio z mortadeli włącznie.
      Co do kosztów – masz świadomość, ile kosztuje kostka tofu? Nie? Tak właśnie myślałam, skoro piszesz o wysokich kosztach. Otóż kostka dobrej jakości tofu kosztuje około 4-5 zł. To rzeczywiście koszt wręcz zatrważający. Niewielu na to stać, zaiste.
      A jeśli z przepisu korzystają osoby będące w związkach, niezatrudnione w korporacji i mieszkające na przykład w Poznaniu lub Kołobrzegu, to co? Jak je sklasyfikujesz?

    • Witamy gminę Jędrzejów, powiat Jędrzejów;-) Ale się (nie)korpo(nie)singielki jędrzejowskie obruszyły ;-)) I o co? Że są w związku? Gratulujemy z całego serca,
      Związek Matek Polek Miast i Wsi.

    • No właśnie, a kostka dobrego twarogu z mleka to ok. 2 zł. I niech mi ktoś powie że nie ma różnicy.
      Finansistka.

    • Z przepisów na blogu korzysta bardzo dużo różnych osób – singlów, mężatek, wegan, wegetarian, alergików oraz tych wszystko jedzących :)

      Nie trzeba korzystać z każdego przepisu, można wybrać te, które nam się podobają bardziej, a inne po prostu pominąć – są jednak osoby, którym się one przydają. I wcale nie dlatego, że są znudzone: niektórzy lubią próbować w kuchni nowych smaków, a inni cierpią na przykład na alergię pokarmową i nie mogą jeść białek zwierzęcych. Często dla tych ostatnich możliwość zrobienia sobie tofucznicy i przypomnienia smaku jajecznicy jest bardzo ważna.

      XXX
      Marta

  3. Marto, a jakiego rodzaju tofu zazwyczaj używasz do tofucznicy? Bo mi z takiego standardowego, twardego, niespecjalnie smakuje, ale raz użyłam silken tofu, bardziej miękkiego i wilgotnego i wtedy rzeczywiście wyszło pyszne… Pozdrowienia, Nina

    • Ja znalazłam kiedyś (bodaj na ś. p. blogu śmierć kanapkom) taką radę: tofu rozdrobnić i zagnieść na papkę z wodą lub mlekiem kokosowym i poczekać 5min. Ja od razu dodaję do tego też przyprawy. Dzięki temu tofucznica jest wilgotniejsza, a mleko kokosowe nadaje jej miękką fakturę :)
      Z silken tofu pewnie też jest super, ale tu, gdzie mieszkam ze święcą szukać i kosztuje milion…

    • Nora to świetny pomysł, znam ten patent 😉 Ja jednak nie wykorzystuję tego triku, bo lubię tradycyjny smak tofucznicy, a mleko kokosowe pozostawia specyficzny aromat.

      Ale z dodatkiem curry i kolendrą jest pycha! :)

  4. robiłam ostatnio właśnie z jarmużem tofucznicę, ale do tego dodałam pieczarki, cebulkę i szczypiorek, bo jeden dodatek to dla mnie stanowczo za mało 😛

  5. patrząc na to danie nie pozostaje mi nic innego jak udać się do sklepu po produkty, a potem rozkoszować się smakiem – świetne! :) bardzo lubię tofucznicę.

  6. czy ktoś może mi podpowiedzieć czy być tofu w sosie sojowym będzie ok? czy raczej do tofucznicy tylko naturalne? pytam ponieważ nigdy wcześniej nie robiłam, a wygląda apetycznie BARDZO!
    pozdrawiam :)

  7. Będę go zjadł! Oj na pewno! A to będzie moje pierwsze starcie z tofu! Bo mam płatki i sól też kupiłam. Tylko użyję szpinaku bo akurat mam 😀 Dziękuję za przepis, gdyż zaczynałam już tęsknić za jajecznicą :)

  8. Ekologiczne jajka w przeciwieństwie do tofu są zdrowe, i zdecydowanie tańsze. Rezygnowanie z nich na rzecz tofu pełnego fitohormonów powodujących zaburzenia w gospodarce hormonalnej uważam za niezbyt mądre. Weganie nie wszystko co jecie jest zdrowe..

    • A dlaczego w Japonii jest tak niski poziom zachorowań na raka szyjki macicy i piersi ? Bo Japonki jedzą fermentowaną soję na potęgę. Niestety są przesłanki, że negatywnie działają na gospodarkę hormonalną mężczyzn i u mężczyzn mogą wywoływać nawet problemy z płodnością.

    • Nadal istnieje wiele kontrowersji dotyczących tego, czy jajka są tak całkiem zdrowe, niezależnie od ich pochodzenia 😉 Jednym szkodzą, innym służą. Podobnie jest z produktami sojowymi. Tofu raz na jakiś czas wielkiej szkody raczej nie wyrządzi.
      Poza tym mam pewne wątpliwości co do tego, co jest bardziej szkodliwe – naturalnie występujące w soi fitohormony, czy hormony i antybiotyki, którymi jest nafaszerowane będące w powszechnej sprzedaży mięso…

      Kasia

    • Każdy sam podejmuje decyzję o tym, jak je i dlaczego – jedni kierują się zdrowiem, inni smakiem, jeszcze inni przestrzegają zasad Kuchni Pięciu Przemian lub diety paleo.

      Na swoim blogu pokazuję kuchnię, jaką sama uprawiam i w jaką ja wierzę – przepisy przydają się weganom, wegankom oraz alergikom, którzy nie mają uczulenie na białka zwierzęce. Dlatego postarajmy się być wyrozumiali, dobra? :)

      XXX
      Marta

  9. Pierwszy raz tofucznicę zobaczyłam w Twojej książce i od razu zaznaczyłam ją jako przepis do wypróbowania w pierwszej kolejności :) Jestem mięsożercą i jajkożercą, a więc jem jajecznicę, ale jestem strasznie ciekawa smaku tofucznicy :)

  10. Hehe, coś jest na rzeczy, kilka tygodni temu zainspirowana twoim przepisem na podstawową tofucznicę zrobiłam dokładnie taką samą jak ta tutaj z jarmużem, dzisiaj patrzę, a tu proszę 😀 Świetna książka. świetny blog. świetna ty. ogólnie dzięki, że jesteś i działasz : )

  11. No to jak, będzie jakiś przepis na wegański schabowy czy nie? Bo takie produkty dla wegetarian są powszechnie dostępne, więc nie rozumiem uporu maniaka, z jakim usuwa się wszelkie posty zawierające słowo "schabowy".

  12. Mam do "tofupożeraczy" pytanie natury niecodziennej. Mianowicie – nie trawię tofu. Nie to, że nie lubię – mój organizm go po prostu nie przetwarza. Czy to wędzone, czy zwykłe, czy zimne czy podgrzane – za każdym razem po uraczeniu się tym delikatesem czuję go w gardle przez kilka godzin. W dalszych procesach trawiennych też nie zostaje rozłożone. Upewniłam się, że to właśnie ten składnik powoduje u mnie dolegliwości. Nie mam szczególnie wrażliwego żołądka. Czy może ktoś z Was się z tym spotkał? Dodam, że jedyne co przychodzi mi do głowy to sposób produkcji, jestem bardzo wyczulona na produkty wysoko przetworzone i kiedy zjem coś czego nie zrobię sama to często mam problemy. Domowe jedzenie mogę natomiast wsuwać w każdej postaci i jest ok. Za jakiekolwiek info będę bardzo wdzięczna :)

  13. Wygląda bardzo pięknie, a i nazwa mi się bardzo spodobała! :)

    Zastanawiam się tylko czy nie można zamiast czarnej soli dodać asafetydy? Tę ostatnią mam akurat pod ręką, a sławna jest ze swego jajecznego swądu.

    Pozdrawiam, Gabriela.

    • O.K., zaświadczam, że sprawdzone i smakuje jak jajecznica, w drugiej wersji dodałam jeszcze smażoną cebulkę – trudno mi w to uwierzyć, ale to smakuje dosłownie jak jajecznica.

  14. a ja się zastanawiam nad dwiema kwestiami
    1. czy nie można jeść bez mięsa wykorzystując rodzime, sezonowe i tanie produkty zamiast wydziwiac z czarną sola, jarmużem w zimie i tofu z puszki
    2. po co robić ersatze potraw miesnych (gorsze niż oryginały) zamiast gotowac proste tradycyjne potrawy, dostepne w kazdej książce kuchennej wszak warzywa i kasze oraz nasiona rodzime i sezonowe dają miliony mozliwości a takze intensywne smaki w przeciwieństwie do tofu, które trzeba doprawić wysokoprzetworzonymi płatkami drozdży, żeby mozna to było zjeść

    A oto garsć wegańskich polskich i tradycyjnych potraw, do których nie sa potrzebne zadne udziwniacze ani avokado w zimie naszpikowane chemią :
    – placki ziemniaczane
    – kapusta z grochem
    – sałatka jarzynowa
    – kapusta zasmażana
    – zupa cebulowa
    – pierogi z kapustą i z grzybami

    • A ja się tak zastanawiam nad tym, czy nie można przyjąć, że używanie czarnej soli, tofu czy awokado w środku zimy to po prostu prawo tych, którzy mają na to ochotę? Czy można nie usiłować wpychać tego od razu w ramy "dziwactw"? Te wszystkie rzeczy są obecnie łatwo dostępne, czemu więc ktoś, kto ma na to ochotę, nie może z tego korzystać bez konieczności tłumaczenia się? Pomidorów też kiedyś nie było na ziemiach polskich, ale w pewnym momencie stały się powszechnie dostępne i z tej dostępności zaczęto korzystać. Czemu nie robić tak z innymi rzeczami? Tofu ma sporo właściwości korzystnych dla zdrowia, do tego jest pełne białka a w Azji znane jest od wieków, więc czy jedzenie go to taka wielka ekstrawagancja? A doprawiać można je na wiele sposobów, podejrzewam, że płatki drożdżowe to akuratvnie najlepszy z nich 😉
      A jeśli ktoś chce jeść wyłącznie sezonowo, to niech je, też jego prawo i niech po prostu nie korzysta z przepisu na tofucznicę czy faszerowane awokado. Proste. Tylko niech nie wrzuca jarmużu to worka z dziwactwami, bo akurat teraz mamy środek "jarmużowego" sezonu 😉
      Natomiast w kwestii symulowania smaków mięsnych – nie każdy nie lubi smaku mięsa. Niektórzy, jak na przykład ja, przestali jeść mięso wyłącznie ze względów etycznych. Ale za smakiem tęsknią. I te ersatze są czasem bardzo potrzebne.

      Pozdrowienia
      Kasia

    • Przecież na blogu Marty jest ponad 300 przepisów, są takie jak barszcz czy zakwas z buraków, a jest też tofucznica – i co w tym złego? Jakbyś był weganinem lub weganką to byś zrozumiał, po co są i że każdy ma prawo gotować tak jak ma ochotę.

    • – placki ziemniaczane = skręt wątroby, masa kalorii
      – kapusta z grochem = zakładam że oczywiście podgrzana albo zasmażana, najlepiej na smalcu gęsim, podobnie jak wyżej
      – sałatka jarzynowa = z reguły pół słoika majonezu i znowusz kartofle albo inna przegotowana marchew, która ma zero wartości odżywczych ale za to sporo cukru
      – kapusta zasmażana = ból żołądka, nocne poty i biedna wątroba powraca
      – zupa cebulowa= najlepiej zabielona połową słoika śmietany i z toną grzanek, mniam
      – pierogi z kapustą i z grzybami = znowu smażona kapucha na ciepło, ciężka jak diabeł plus kaloryczne i niezdrowe ciasto.

      Jak dla mnie dziwactwem jest wymienianie najgorszych koszmarków z PRL jako esencji kuchni Polskiej? NIe jest tajemnicą, że potrzebujemy coraz mniej kalorii i tłuszczy i cukrów bo niskie wydatki energii są już chorobą cywilizacyjną.
      I nie zrozumcie mnie źle, nie jestem tu po to by bronić jakichś racji, zwykle nawet nie udzielam się w tego typu rozwinięciach bo dla mnie dyskusja w internecie jest jak mycie szyb masłem, ale jak zobaczyłam w/w cuda Polskiej kuchni to zbaraniałam.
      "Udziwnienia".
      Każdy człowiek rozwija się, tak kulinarnie jak i umysłowo. A przynajmniej powinien. Nie chcę, naprawdę! Nie chcę być złośliwa, ale jeżeli ktoś zamyka się celowo na rozwój to jest zwyczajnie głupi. Tradycja to świętość, oczywiście, ale skoro mamy dostęp do większych informacji niż nasi przodkowie, to dlaczego tradycji nie ulepszyć? Dla nas samych, dla naszego ciała i umysłu.
      "Tanie vs drogie"
      Warzywa są tanie. W każdym większym mieście jest rynek, gdzie za 20 złotych można spokojnie skompletować 2 porządne wegańskie [za 30 i niewegańskie] obiady na min. 2 porcje. Ale żyjemy w czasach, kiedy naszym bogiem jest sklep na rogu, a przejście pieszo paru kilometrów to jak wyprawa na k2 z dorodnym łosiem na plecach. Kolejny przykład choroby cywilizacyjnej. Poza tym inwestycja w jakościowo dobre produkty teraz to inwestycja w zdrowie potem. Ale komu by się chciało, prawda? :)

      TL;DR:
      Logika i zdrowy rozsądek jako podstawowe narzędzie kucharki. Ktoś powinien wydać i rozsyłać masowo.

  15. nie tak dawno temu pierwszy raz spróbowałam tofu, póki co w formie nazwijmy to chipsów – pieczone z przyprawami – ale chyba spróbuję też tej "tofucznicy"…świetna inspiracja :)

  16. Dodaj komentarz

    Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Spróbuj również: