Jadłonomia @ Snapchat
snapchat: jadlonomia

Wegańskie, bezglutenowe burgery z piekarnika ze słodkich ziemniaków i białej fasoli z tahiną


Moda na burgery opanowała Warszawę w wakacje i jakoś została na dobre. Otwarte przed kilkoma miesiącami lokale są zawsze pełne ludzi a wciąż otwierają się kolejne. Niestety wegetariańskie burgery są w nich rzadkością, a o wegańskich można tylko pomarzyć. Dlatego serdecznie pozdrawiam wszystkie tradycyjne burgerowe przybytki, nie to nie łaski bez, zrobię sobie sama albo poczekam na otwarcie wegańskiej burgerowni Krowarzywa w Warszawie!

Szukałam najprostszego przepisu z możliwych, który dodatkowo będzie bezglutenowy i bez innych uczulających składników oraz będzie nadawał się do pieczenia. Nie wiem jak dla was, ale dla mnie smażenie serii kotletów to największa kara z możliwych, dlatego długo moim ulubioną recepturą była ta na kotlety z kaszy jaglanej. Ale chyba dzisiejsze burgery ją przebiły: jest przy nich dużo mniej pracy, a wychodzą idealnie chrupiące na zewnątrz i miękkie w środku.

Masa na kotlety może sprawiać wrażenie za rzadkiej, bo trochę klei się do rąk i jest dość lepka oraz mało zwarta. Spokojnie, tak ma być – po wyjściu z piekarnika są idealne. Jeśli lepienie będzie dla was problemem, to po prostu po każdym ulepionym kotleciku wytrzyjcie ręce albo delikatnie natłuśćcie je olejem.

Wegańskie, bezglutenowe burgery z piekarnika ze słodkich ziemniaków i białej fasoli z tahiną inspirowane tym przepisem.

wersja do druku

Wegańskie, bezglutenowe burgery z piekarnika ze słodkich ziemniaków i białej fasoli z tahiną

  • Czas przygotowania: 40 minut + 1 godzina pieczenia 40M

Składniki na 5 burgerów:

pół dużego batata
puszka białej fasoli
100 g pestek słonecznika
50 g pestek dyni
łyżka tahiny
łyżeczka sosu sojowego
trzy łyżki natki pietruszki
ząbek czosnku
szczypta chili
spora szczypta kuminu
sól i pieprz

Do burgerów:
5 ulubionych bułeczek
kilka łyżek ajvaru
pół czerwonej cebuli
dwie garści rukoli albo dowolnej mieszanki sałat
dwie garści kiełków

Przygotowanie:
  1. Batata obrać, pokroić w ósemki i posmarować dokładnie olejem – najlepiej zrobić to rękami, jeśli będzie niedokładnie posmarowany, to może się przypalić. Następnie batata włożyć do naczynia żaroodpornego albo na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Wsunąć do piekarnika nagrzanego do 220 stopni, piec przez pół godziny albo do miękkości.
  2. W międzyczasie fasolę z puszki dokładnie opłukać i odcedzić, przełożyć ją do dużej plastikowej miski. Pestki słonecznika i dyni posiekać dużym nożem. Dodać pestki do fasoli razem z resztą składników.
  3. Kiedy bataty się upieką, chwilę je przestudzić (ja wystawiam je na kwadrans na parapet:)), a następnie dodać do pozostałych składników. Przy pomocy blendera wszystko zblendować na spójną masę. Jeśli masa jest dalej lekko ciepła, to jeszcze chwilę ją przestudzić w lodówce – zimna łatwiej się lepi i gęstnieje. Ale jeśli się spieszymy, to można od razu lepić kotlety, powinno wyjść pięć średniej wielkości kotletów.
  4. Ulepione kotlety ułożyć na blasze wyłożonej papierem do pieczenia i włożyć do rozgrzanego do 200 stopni piekarnika. Piec przez 20-25 minut, następnie spróbować każdy kotlet obrócić i piec jeszcze 8-10 minut. Jeśli przy próbie obrócenia pierwszy kotlet się rozwala, to poczekać jeszcze 3-5 minut i dopiero wtedy je obrócić.
  5. Gotowe kotlety wkładam do bułek – ja swoje lekko podgrzewam w piekarniku, dopiero wtedy przekrajam je na pół. Każdą połówkę smaruję delikatnie ajwarem, układam na spodzie kilka plasterków cebuli, kilka liści sałaty, a następnie wkładam gorącego burgera, kiełki i zamykam bułę. Podawać gorące i od razu wsuwać.

Spróbuj innych potraw z tymi składnikami:


  1. W Dobrej Historii jest burger z tofu (a przynajmniej kiedyś był). Jest oczywiście taki obrzydliwie zdrowy – kiełki, sos jogurtowy etc., ale można też po prostu zamienić mięso na tofu i wziąć taki klasyczny z piklami, cebulą, keczupem, majonezem (no ok, ja nie jestem weganką, lubię majonez ;))

    • Wlaśnie miałam napisać, że vegan burgery i tofu burgery są super w Tygrysie w Waw. Kiedyś były jeszcze w drugim obiegu na pradze płd, ale niestety obieg już nie działa

    • Anna, Tobie to bym zrobiła i przywiozła osobiście pod drzwi nawet 😉 Ale poczekaj do soboty, rano wrzucę przepis, warto być cierpliwą bo jest obłędnie zdrowy i obłędnie pyszny, kiedy go jadłam nie mogłam uwierzyć, że nie ma w nim żadnego cukru ani nawet oleju. Czary mary! :)

    • Batat ma tą zaletę, że świetnie skleja burgery – burak go nie zastąpi, a z kolei zwykły ziemniak zupełnie chyba zmieni smak. Bataty są dostępne w Almach, Piotrach i Pawłach a nawet w Tesco, masz któryś z tych sklepów pod ręką?

  2. Nigdy nie jadłam batatów. Nie mam pojęcia gdzie je upolować… Raz w życiu tylko widziałam (w jakimś supermarkecie w większym mieście). Och, czemuż ich wtedy nie kupiłam?!

  3. Pierwszy raz w życiu próbowałam pieczonego batata i mam natychmiastowe skojarzenia z dynią odmiany hokkaido. Słusznie? Bo ja jestem dyniomaniakiem. Ale nawet konsystencja podobna. Można by je tak wymiennie?

    • Jasne, że można!
      Bataty tak samo jak dynie świetnie kleją potrawy, w dodatku mają podobny smak i fakturę – wyjdzie tak samo dobrze :)

  4. Czy jakiekolwiek kotlety do burgerów z Twoich przepisów zamiast piec można smażyć lub grillować? Czy nie bo by się rozpadły ?

    • podbijam pytanie:) jak bym chciała pojedynczo przygotować, to wolałabym usmażyć niż piec, tylko czy nie będą się rozpadały?

    • Nie mialam akurat tahiny, wiec uzylam masla migdalowego. Swietny zastepnik. Ma te sama oleista konsystencję.
      Poniewaz zawsze boje sie kotletow warzywnych, a raczej ich tendencji do rozpadania sie, dodałam ugotowanej na miekko czerwonej soczewicy i odrobine wody po gotowaniu ryzu.
      Wyszło superasnie. Moj zdeklarowany miesozerca oraz wybredna pierwszoklasistka wciagali az im sie uszy trzesly.

  5. Czuje się oszukana, nie są to bezglutenowe burgery ponieważ mają bułkę. Spodziewałam się jakiegoś fajnego przepisu na bezglutenuwy substytut bułki pszennej , niestety rozczarowałam się

  6. Kolejne burgery w piekarniku – sztuk 10 co prawda, bo jak już robić to robić – check!. Zawsze przecież jakiś mięsożerca niedowiarek się znajdzie i zniknie mi kotleta :) więc wolałam się zabezpieczyć. Co prawda nie wiem jeszcze jak smakują po pobycie w piekarniku („na surowo” pychota) niemniej nie były rzadkie. Ba! powiem więcej, w konsystencji – ideał!

  7. Super przepis, chociaż jedyne, czego się trzymałam, to proporcja fasoli i batata :) Co prawda miałam wrażenie, że to nie ma prawa się udać, jednak wyszło pysznie. Pozamieniałam część nasion gdy okazało się, że nie mam ich wystarczającej ilości. Padło na nasiona konopii i babkę płesznik – całkiem nieźle się sprawdziły. Tahiny nie miałam, więc sypnęłam sezamu przed miksowaniem. Jeśli chodzi o kumin… ani razu nie miałam okazji kosztować tej przyprawy, nigdy też go w domu nie widziałam, więc musiałam kombinować – ostatecznie pomieszałam kolendrę i koperek.
    Żeby tego było mało, zapomniałam o sosie sojowym.
    Pomimo, że tak bardzo nabroiłam, efekt przerósł moje najśmielsze oczekiwania – chrupiące z zewnątrz, zwarte, ale lekko wilgotne w środku. Ani gumowate, ani gliniaste – perfekcyjne! Na koniec mam pytanie – jest szansa, że uda się je zamrozić bez szkody dla smaku?

  8. Dodaj komentarz

    Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Spróbuj również: