środa, 23 lipca 2014

Co do chleba? Salsa z pomidorów i oleju z awokado

Wszyscy znają i uwielbiają oliwę z oliwek, za jej głęboki, gorzkawy posmak i wspaniały złoty kolor. Ale przecież oprócz popularnej oliwy do dyspozycji w wegańskiej kuchni jest też wiele innych szlachetnych olei tłoczonych na zimno - a jednym z najbardziej niedocenianych jest gęsty, zielony olej z awokado.

Oleje tłoczone na zimno są magicznym składnikiem, bo już kilka kropel potrafi wnieść do dania niesamowicie intensywny smak, zapach i kolor. Wystarczy łyżeczka dobrej jakości nierafinowanego oleju z awokado, pestek dyni lub z fistaszków, aby całe danie nabrało aromatu orzechów lub dojrzałego awokado. Należy jednak pamiętać, że te pachnące oleje nie nadają się do smażenia i należy używać ich wyłącznie na zimno - dzięki temu zachowują swoje właściwości oraz aromat. Dlatego w mojej spiżarni zawsze mam butelkę oleju ryżowego lub rzepakowego przeznaczonych do smażenia; oraz kilka mniejszych butelek oliwy, tłoczonego na zimno oleju z awokado, z orzechów lub z sezamu, których używam do przygotowania sałatek oraz past do chleba. Wystarczy kilka zielonych, tłustych kropli oleju z awokado dodać do posiekanych pomidorów i czary mary, hokus pokus!  Otrzymujemy orzeźwiającą salsę, która ma cudowny aromat soczystego guacamole.



poniedziałek, 21 lipca 2014

Pudding chia kokosowo - buraczany

Kiedy temperatury sięgają trzydziestu stopni boję zbliżać się do kuchenki i szerokim łukiem omijam piekarnik. W tak gorące dni  szykuję niezastąpiony pudding chia - tym razem w rozpustnej wersji kokosowo – buraczanej. 

O nasionach chia pisałam już ostatnio w przepisie na podstawowy, kokokosowy pudding chia. Poniższy przepis jest bardzo podobny, ale dzięki dodatkowi soku z buraków pudding ma obłędnie różowy kolor i ... smakuje jeszcze lepiej, niż klasyczna wersja. Jest lekko słodki, orzeźwiający i ma wspaniały, soczysty aromat buraków, który jak nic innego pasuje do kwaśnych jagód i kokosa. Jeśli nie wierzycie, że burak może dobrze smakować w kokosowym puddingu to czym prędzej zaopatrzcie się w nasiona chia, skoczcie po jagody i sok z buraka, a na koniec wymieszajcie wszystkie składniki - rano w lodówce będzie na was czekało najlepsze śniadanie, jakie można sobie wymarzyć w lipcu. Uwaga: kto raz spróbuje puddingu chia, może się od niego uzależnić.

wtorek, 15 lipca 2014

Wegańskie ciasto drożdżowe z porzeczkami i kokosowym pudrem

Przepis na puszyste ciasto drożdżowe to najczęściej kopa jajek, kobiałka masła i jeszcze tuzin żółtek - tak jak stało zapisane w brulionie mojej mamy i babci. Tymczasem upieczenie delikatnego, miękkiego wegańskiego ciasta drożdżowego wcale nie jest takie trudne.

Drożdżówki bez produktów pochodzenia zwierzęcego to przepis nie tylko dla wegan, ale też dla zapominalskich gospodyń domowych, którym skończyło się jajka i masło. Wystarczy mąka, ulubione mleko, chlust delikatnego oleju i chwila cierpliwości, kiedy ciasto powoli wyrasta w ciepłym miejscu. Aby drożdżówce dobrze się rosło, należy pamiętać o piekarskim BHP: położyć miskę z wyrastającym ciastem w ciepłym miejscu bez przeciągów, nie zaglądać do niego podczas wyrastania i nie otwierać za często piekarnika, kiedy ciasto już w nim siedzi. Moja mama też dodałaby pewnie, że za żadne skarby świata nie wolno ciepłego ciasta kroić i zjadać, ale wiadomo, że z tym ostatnim jest ciężko. W końcu kto oprze się zapachowi gorącego wegańskiego ciasta z porzeczkami?

Wybacz Mamo, ale ja nie.

niedziela, 13 lipca 2014

Hummus z bobu

Wszyscy na pewno znają hummus, czyli pastę z ciecierzycy i tahiny, o której pisałam ponad rok temu i która do dzisiaj jest jednym z najpopularniejszym przepisów na blogu. Ale czy próbowaliście kiedyś hummusu z ...bobu?  

Bób jest jedną z najpopularniejszych roślin strączkowych na Bliskim Wschodzie i w Afryce - z łatwością można kupić go na straganach, najczęściej w formie suszonej, podobnie jak naszą swojską fasolę lub groch. Często przygotowuje się z niego zupy, gulasze z mnóstwem kuminu oraz ful, czyli pastę z ugotowanego bobu podawaną z pietruszką, chili, czosnkiem i oliwą. W każdym kraju ful jest zupełnie inny; czasem bób rozgniata się na puree i dodaje tahinę, czasem niedbale sieka i miesza z ostrymi przyprawami, a czasem pozostawia w całości i wtedy podaje w z ugotowanymi na twardo jajkami - zawsze jednak towarzyszy mu mnóstwo kuminu i chili. W mojej wersji bób potraktowałam zupełnie jak cieciorką ucierając go z tahiną, czosnkiem i chlustem soku z cytryny - do tego jeszcze na wierzch otarta skórka z cytryny, garść liści mięty i lipcowy hummus gotowy.

A i jeszcze jedno - podczas obierania bobu możecie podjadać. Tak obliczyłam proporcje, żeby z kilograma bobu wystarczyło go na hummus i na podjadanie. Przecież wiadomo, że nie da się obrać bobu i nie podjadać.


czwartek, 10 lipca 2014

Wegańskie lody bez maszynki - lody orzechowe z orzechowymi chrupkami

Jak to jest, że sklepowe lody są takie puszyste, a te zrobione w domu zamarzają na kamień? Powodów, dla których kupne lody mogą różnić się od domowych jest kilka - przede wszystkim masa musi być dobrze napowietrzona, tłusta i schłodzona w odpowiedniej temperaturze. Ale na szczęście przy pomocy kilku trików można w domu ukręcić cudownie kremowe, aksamitne i zupełnie wegańskie lody. 


Bazą tradycyjnych lodów jest śmietanka utarta z zaparzonymi żółtkami, lub śmietanka i mąka kukurydziana - ta pierwsza to baza francuska, przygotowana na bazie Creme Anglaise; a ta druga to baza filadelfijska, podobno wymyślona właśnie przez lodziarzy w Ameryce. W obydwu recepturach istotna jest tłustość masy oraz zagęszczający dodatek, taki jak jajka lub mąka kukurydziana. Jak w takim razie zweganizować lodowe przepisy?

W wersji wegańskiej bazą do lodów musi być tłuste roślinne mleko, najlepiej sprawdza się mleko kokosowe. Jest naturalnie gęste, aksamitne i równie tłuste, co tradycyjna kremówka. Jeśli chcemy przygotować lody tylko na bazie mleczka kokosowego, dobrze jest wtedy dodać jedną lub dwie łyżeczki mąki kukurydzianej - otrzymamy wtedy lody bardzo bliskie, do filadelfijskich. Zamiast mąki kukurydzianej można jednak lody zagęścić innymi dodatkami, a im będą tłustsze, tym lepiej dla naszych lodów - świetnie sprawdzi się dojrzały banan, awokado, kilka łyżek masła orzechowego, chlust tahiny, a nawet niezastąpiona, zmiksowana kasza jaglana. 

Kiedy mamy już gotową wegańską bazę, można ją dowolnie zaromatyzować: może to być szczypta wanilii, cynamonu, garść świeżych owoców, posiekana czekolada lub inne lubiane przez nas dodatki. Na początek dobrze jest trzymać się sprawdzonych połączeń, a potem można szaleć i tworzyć swoje własne - ważne, żeby kompozycja smakowa lodów była przemyślana. Jeśli mamy ochotę na lody kawowe, to lepiej od awokado sprawdzi się banan; a do lodów kardamonowych świetnie będzie pasować dodatek tahiny. Nie dajmy ponieść się wrażeniu, że wegańskie lody zawsze muszą składać się z zamrożonych bananów i przypadkowych składników - mogą być równie wyszukane, co najlepsze tradycyjne desery. 

Kolejnym krokiem jest zmienienie płynnej bazy w lody, czyli mrożenie. To chyba jeden z najważniejszych momentów w domowej produkcji lodów, bo jeśli źle zamrozicie bazę, to zamiast lodów otrzymacie sztywną i twardą jak skała bryłę. Aby lody po zamrożeniu wciąż były puszyste i dały się gałkować, należy je porządnie napowietrzyć - oznacza to, że po włożeniu masy do zamrażarki przez pierwsze 6 godzin co godzinę należy je mieszać. Chociaż brzmi to bardzo pracochłonnie to wcale nie jest tak źle - wystarczy zabrać się za lody w wolny dzień i można mieszać je między wyprowadzaniem psa, gotowaniem zupy albo rowerem, zamieszanie masy trwa 30 sekund. Nic wielkiego też nie stanie się, jeśli zamiast godzinnej przerwy przydarzy wam się jedna dwugodzinna - wtedy kolejny raz możecie zamieszać lody za pół godziny. 

Jeśli macie w domu wysokoobrotowy blender typu Thermomix lub inny blender z opcją kruszenia lodu, możecie też pójść na łatwiznę i bazę zamrozić, a następnie przed podaniem wyjąć na blat, ocieplać przez 10 minut, pokroić w kilka mniejszych bloków i wrzucić do blendera. Zmieloną w blenderze masę można od razu gałkować lub zjeść łyżką prosto z blendera. Nie jest tak kremowa, jak lody napowietrzane w trakcie mrożenia, ale jest niemal równie smaczna. 

Po przydługim wstępie czas przejść do działania - na początek wybrałam moje ulubione lody, czyli klasyczne peanut butter ice cream. Jadłam je w wielu lodziarniach, z przeróżnymi dodatkami i zawsze smakują mi tak samo dobrze. Oprócz tego, że są przepyszne, są też dość proste - dzięki mleku kokosowemu i masłu orzechowemu masa jest bardzo tłusta, dzięki czemu świetnie się napowietrza. Do pełni rozpusty do masy dorzuciłam słodko - słone fistaszkowe chrupki, które robi się w kilka sekund, a mogą spowodować lodowe szczytowanie. Do dzieła!

niedziela, 6 lipca 2014

Kokosowy koktajl jagodowy z wanilią

Z reguły koktajle ani smoothie podawane w knajpach nie robią na mnie wielkiego wrażenia - co może być szczególnego w owocach zmiksowanych z mlekiem? Wszystko zmieniło się kilka tygodni temu, kiedy będąc w Tel Avivie odwiedziłam wegetariańską kawiarnię, gdzie za ladą stał ... barista przygotowujący roślinne mleka. 

Z niedowierzaniem patrzyłam na nonszalanckiego chłopaka, który w kilku blenderach przygotowywał roślinne mleka, będące specjalnością tego miejsca. Jedną ręką odcedzał migdały, drugą już uruchamiał blender pełen wiórków kokosa, a na blacie czekały laski wanilii do aromatyzowania gotowego mleka. Zawartość blendera sprawnym ruchem odcedzał przez śnieżnobiałe lniane ściereczki, jednym mocnym ruchem wykręcając je dno ostatniej kropli. Kiedy zobaczył moje zdziwienie podszedł do mnie z dwoma małymi kieliszkami i powiedział: Spróbuj, ten z lewej to koktajl jagodowy na mleku kokosowym z wanilią, a ten z prawej to koktajl malinowy na mleku migdałowym. Uwielbiam połączenie jagód z kokosem i wanilią. Smakuje ci? 

Smakowało mi bardzo. Od tamtej pory często marzę trochę o tamtym bariście, a trochę o jagodowym koktajlu z wanilią - na szczęście koktajl mogę zrobić samej w domu, ponowne spotkanie z przystojnym baristą będzie trudniejsza.

piątek, 4 lipca 2014

Chowder kukurydziany

W książkach kulinarnych o kuchni brytyjskiej lub amerykańskiej nie poświęca się zbyt wielkiej uwagi zupom. Z reguły pojawia się zupa pomidorowa, czasem obok można znaleźć kilka przepisów na kremy, ale jeden przepis jest obecny zawsze - przepis na chowder.

Chowdery to gęste, kremowe zupy zabielane dużą ilością mleka lub śmietany typowe dla kuchni anglosaskiej. Ich rodowód jest niepewny, ale większość źródeł zgodna jest co do tego, że swój początek wzięły w prostej, domowej kuchni, a nazwa prawdopodobnie pochodzi od francuskiego słowa chaudière, oznaczającego prymitywną kuchenkę, na której być może gotowano chowdery w domach lub na statkach. Najpopularniejsze chowdery to te bazujące na owocach morza, ale równie popularną wersją jest chowder kukurydziany: słodki od świeżej kukurydzy, gęsty i niezwykle kremowy. Często serwuje się go z boczkiem, ale w wersji jarskiej do zupy wystarczy dodać garść suszonych pomidorów, które dodadzą jej wspaniałego, słonego posmaku i przełamią słodycz kukurydzy. Do tego duża garść szczypioru, szczypta wędzonej papryki i długo mogłabym pisać, jak pyszna jest ta zupa, ale i tak sobie tego nie wyobrazicie.

niedziela, 29 czerwca 2014

Sałatka z arbuza z oliwkami i bazylią

Mam przyjaciela, który co roku w lecie przechodzi na dietę arbuzową. Na śniadanie zjada tacę pełną grubych plastrów, na obiad kroi arbuzy i wcina z fetą lub miętą, a na kolację po prostu siada z wielką, słodką kulą i wydrąża ją kawałek po kawałku. Wcale nie robi tego po to, aby ograniczyć ilość kalorii lub przygotować się na sezon plażowy - jest po prostu największym koneserem arbuzów, jakiego znam. 

Mateusz potrafi zjeść kilogram arbuza w kilka sekund, wyrecytować wahania cen za kilogram w ciągu całego roku z dokładnością co do złotówki, unieść największe okazy jedną ręką oraz przygotować z nich tysiąc i jeden sałatek. Jednym słowem jest prawdziwym znawcą i ambasadorem arbuzów, z którym zjadłam tony tych owoców - nie ma mowy o jakimkolwiek spotkaniu w lecie, kiedy nie przytaszczyłby ze sobą całego arbuza. Ostatnio jak zawsze namówił mnie na kupno dużego kawałka, usiedliśmy z nim nad wodą i powoli żując prażyliśmy się na słońcu - nie wiem czy to za sprawą wakacyjnej atmosfery czy też natchnienia osobą Mateusza, ale po raz pierwszy poczułam wtedy, że słodkie kęsy dojrzałego arbuza przypominają słodycz letnich pomidorów. Są równie słodkie, wilgotne, soczyste i orzeźwiające oraz podobnie pachną latem. Od razu wiedziałam, co zrobię na następne arbuzowe spotkanie z Mateuszem i co będę jeść przez następne dni.

piątek, 27 czerwca 2014

Ostatnie szparagi

Żeby skorzystać z sezonu na szparagi trzeba mieć niezawodny refleks - pojawiają się znienacka i równie niepostrzeżenie znikają. I chociaż w tym roku objadłam się zielonymi szparagami we wszystkich możliwych kombinacjach, to jednak moje ulubione pozostają te najprostsze, krótko gotowane i jedzone z oliwą i migdałami. 

Zielone szparagi to niezwykle szlachetne warzywa - mają delikatny smak,  są wyjątkowo kruche i łamliwe. Tak nobliwych jarzyn nie wypada przygotowywać ze zbyt dużą ilością dodatków, bo nieostrożnie dobrane przyćmią ich subtelny smak i odwrócą od nich uwagę - odłóżcie więc na bok curry, kumin i inne korzenne przyprawy. Najczęściej przygotowuję je w najprostszy sposób, czyli krótko gotuję i podaję oprószone płatkami migdałowymi, płatkami drożdżowymi i oliwą z oliwek - te kilka dodatków wystarczy, aby podkreślić wspaniały smak dobrze ugotowanych szparagów. Jeśli wasze szparagi mają duże łuski lub są bardzo grube, możecie delikatnie obrać je przy pomocy obieraczki do połowy wysokości, a następnie ugotować w lekko osolonej wodzie około 3 - 5 minut, w zależności od tego, jak grube są poszczególne okazy. Pamiętajcie jednak, że jeśli je przegotujecie staną się łykowate i włókniste, więc jeśli nie jesteście pewni, jak długo gotować szparagi to wyjmijcie jedną sztukę po 2 minutach i spróbujcie ukroić kawałek - wtedy będziecie wiedzieć, jak dużo jeszcze czasu jeszcze potrzebują. Na ogół im krócej są gotowane i prościej podane, tym lepsza uczta was czeka.

wtorek, 24 czerwca 2014

Makaron z pieczonymi truskawkami

Mam nadzieję, że moja babcia tego nie przeczyta, ponieważ muszę wam coś wyznać. Chociaż trudno w to uwierzyć jednym z najbardziej znienawidzonych przeze mnie dań obok kotletów mielonych i piątkowej ryby był właśnie... babciny makaron z truskawkami.

Kiedy jest się wybredną jedynaczką, która unika wszystkich żyłek i chrząstek domowe obiady nie są łatwym zadaniem. Dorośli lamentują, że brakuje im pomysłu na kolejny jarski obiad, a kiedy są już całkiem bezsilni sięgają po jedno z dań z repertuaru dzieci to lubią. Do tego zestawu w przekonaniu mojej babci należały pierogi, naleśniki, słodkie kluski oraz znienawidzony przeze mnie makaron z truskawkami. Nie zrozumcie mnie źle - uwielbiałam makaron, przepadałam za truskawkami i kochałam babcię, ale po prostu szczerze nie cierpiałam połączenia tych trzech razem. Kluski zawsze były lekko słone i rozgotowane, sos z truskawek był po prostu zmiksowanymi z cukrem owocami, a kiedy połączyło się te dwa razem otrzymywało się coś w rodzaju zimnego makaronu pływającego w grudkowatym, truskawkowym smoothie. Nie wiem, czy problem tkwił w rozmemłanym makaronie, czy może w zimnym sosie, ale jedno jest pewne: nie cierpiałam tych przeklętych klusek. Jednak nie było przed nimi ucieczki -  według babci makaron z truskawkami był największym dziecięcym rarytasem i dlatego, aby sprawić mi przyjemność przygotowywała go przez cały maj i czerwiec. Alternatywą były mielone kotlety dla dziadka i złamanie babcinego serca.

Truskawkowy makaron odczarowałam wiele lat później, kiedy mieszkając z dala od rodziców postanowiłam zmierzyć się ze wspomnieniem nieudanych letnich obiadów i zrobiłam go po swojemu. Upiekłam truskawki, zmiksowałam gorące z odrobiną wanilii i po raz pierwszy zrozumiałam, jak dobrze może smakować. Dzwoniłam wtedy do babci mówiąc Przyjadę do was w niedzielę, co zrobisz na obiad? Tylko nie rób makaronu z truskawkami, bo ostatnio jem go codziennie!


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...