czwartek, 23 maja 2013

Sałatka z kaszy gryczanej i botwinki

Najpierw zakochałam się w smażonej botwinie z czosnkiem, potem przyszło zauroczenie blanszowanymi liśćmi z twarogiem a na sam koniec odkryłam wspaniały duet kaszy i młodych buraków. W tej sałatce połączyłam to wszystko i okazało się, że razem smakuje jeszcze lepiej.

Ta sałatka jest obecnie moim ulubionym obiadem - wszystkie składniki mam z reguły w swojej kuchni, robi się ją szybko, a smakuje po prostu najlepiej. Botwinka jest mocno czosnkowa i podkręca smak kaszy gryczanej a twarożek z migdałów sprawia, że całość jest kremowa i delikatna. Do tego tylko trochę świeżego kopru i idealny wiosenny obiad gotowy.


Sałatka z kaszy gryczanej i botwinki
z migdałowym twarożkiem

Składniki na sałatkę:
  • 1 szklanka kaszy gryczanej
  • pęczek botwinki z buraczkami
  • dwa ząbki czosnku, drobno posiekane
  • kilka gałązek kopru
  • oliwa
  • sól i czarny pieprz
Składniki na twarożek:
  • 100 g płatków migdałowych
  • 1/4 szklanki mleka roślinnego
  • 2 łyżki soku z cytryny
  • sól i pieprz
  • opcjonalnie 2 łyżki płatków drożdżowych
Przygotowanie:
  1. Piekarnik rozgrzać do 180 stopni. Buraczki umyć, odciąć korzonki i pokroić na ćwiartki. Ułożyć w naczyniu żaroodpornym, delikatnie posmarować oliwą i posypać solą, piec 20 minut. W międzyczasie migdały zalać wrzątkiem i odstawić na 20 minut.  
  2. Zagotować osoloną wodę i wsypać kaszę, gotować aż będzie miękka. Botwinkę drobno posiekać, na patelni rozgrzać kilka łyżek oliwy i podsmażać botwinkę przez 3-5 minut, na sam koniec dodać czosnek i smażyć mieszając przez minutę.
  3. Namoczone migdały odcedzić, dodać pozostałe składniki na twarożek i wszystko zmiksować blenderem. Ugotowaną kaszę wymieszać z podsmażoną botwinką, doprawić do smaku solą i czarnym pieprzem. Na każdą porcję kaszy ułożyć upieczone buraczki, kilka łyżek twarożku i wszystko posypać koperkiem oraz skropić oliwą. 

wtorek, 21 maja 2013

Lemoniada z pokrzywą

Przez całą zimę parzę rozgrzewające herbaty, popijam wodę z imbirem, albo gotuję napary z ziół. Ale wiosną kiedy temperatura na balkonie sięga ponad dwudziestu stopni raczej mam ochotę na zimną lemoniadę z lodówki - najlepiej taką z dodatkiem ulubionych ziół.

Lemoniady na bazie ziół są równie proste, co te tradycyjne. Metoda jest zawsze ta sama: wystarczy zaparzyć mocny ziołowy napar, przestudzić go i przelać do dzbanka a następnie dodać odpowiednią ilość zimnej wody i pozostałe dodatki. W przypadku pokrzywy dodaję dużo cytryn i pomarańczy, żeby odświeżyć mdły i trawiasty posmak pokrzywy. Po wymieszaniu i schłodzeniu lemoniady otrzymuję pyszny, mocno cytrusowy, gaszący pragnienie napój.


Lemoniada z pokrzywą


Składniki na litr lemoniady:
  • 2 łyżki suszonej pokrzywy
  • 2 szklanki wrzątku
  • 2 szklanki zimnej wody
  • 1 mała cytryna, pokrojona w cienkie plasterki
  • 1/4 pomarańczy, pokrojonej w cienkie plasterki
  • kostki lodu
  • ewentualnie 1-2 łyżeczki syropu z agawy

Przygotowanie:
  1. Suszoną pokrzywę zalać wrzątkiem i zostawić na 5 minut. Następnie przelać napar przez sitko do dzbanka, w którym będzie lemoniada. Chwilę przestudzić, dodać zimną wodę i cytrusy. Odstawić na chwilę do lodówki, dodać kostki lodu i rozlewać do szklanek. Można wypić od razu lub trzymać lemoniadę w lodówce przez dwa, trzy dni. 


czwartek, 16 maja 2013

Idealny majonez bez jajek

Majonez zawsze budzi wiele emocji. Jedni wyzywają go od kulinarnego kiczu, inni wyjadają łyżką prosto ze słoika a jeszcze inni nie wyobrażają sobie bez niego porcji frytek. Jednak niezależnie od tego, w której frakcji jesteście ten majonez na pewno podbije wasze żołądki.

O wegańskim majonezie pisałam już przy okazji przepisu na majonez z silken tofu. Jednak po publikacji tamtego przepisu dostałam sporo maili od was z pytaniami czy da się jakoś zastąpić miękkie tofu, które jest trudno dostępne i dość drogie. Dlatego zaczęłam szukać przepisu na majonez, który byłby łatwiejszy do zrobienia i udało mi się znaleźć przepis idealny - prosty, tani i naprawdę najsmaczniejszy.

Idealny majonez bez jajek
na podstawie tego przepisu

Składniki:
  • 1/2 szklanki mleka sojowego niesłodzonego
  • 1/2 szklanki delikatnego oleju
  • 1 łyżka octu jabłkowego
  • 1 łyżeczka dobrej musztardy
  • 2 łyżki płatków drożdżowych, opcjonalnie
  • sól i biały pieprz
Przygotowanie:
  1. Mleko i ocet wlać do blendera kielichowego i miksować przez 2 minuty. Dodać przyprawy, płatki drożdżowe i miksować przez kolejnych 10 minut.
  2. Następnie nie przerywając miksowania powoli, cienkim strumieniem wlewać olej - ja wlewam go przez dziubek miksera. Gotowy majonez przełożyć do czystego słoiczka i włożyć do lodówki, po godzinie w lodówce dodatkowo stężeje.




wtorek, 7 maja 2013

Twarożek z migdałów

Kto raz zrobi w domu twarożek z pestek lub orzechów, ten będzie robił go już zawsze. Wystarczy garść migdałów namoczonych przez noc w wodzie, ulubione świeże zioła oraz odrobina soku z cytryny i gotowe - mamy pyszny, kremowy serek z migdałów.

O tej porze roku robię migdałowy twarożek niemal codziennie, doprawiając go masą koperku, pietruszki, rzodkiewek albo czosnku niedźwiedziego. W lecie doprawiam go bazylią i zjadam ze świeżym pomidorem, a kiedy nie ma świeżych ziół po prostu dodaję szczodrze soli i pieprzu. Zawsze wychodzi przepyszny a kluczem do przemiany garści migdałów w twarożek, jest zakwaszenie serka - wystarczy trochę soku z cytryny albo wody z ogórków kiszonych. Kto nie wierzy niech spróbuje!


Twarożek z migdałów

Składniki:

  • 1/2 szklanki migdałów, całych lub w słupkach
  • 4 łyżki mleka roślinnego
  • 2 łyżeczki soku z cytryny
  • 2 łyżki posiekanego koperku i pietruszki
  • sól i pieprz
  • łyżka płatków drożdżowych, opcjonalnie
Przygotowanie:
  1. Migdały zalać wodą i zostawić na całą noc do namoczenia. Rano namoczone migdały obrać, jeśli były w słupkach to są już gotowe. 
  2. Migdały oraz pozostałe składniki umieścić w naczyniu blendera i wszystko zmiksować na gładki twarożek. Przełożyć do czystego słoiczka i przechowywać w lodówce.


sobota, 4 maja 2013

Ulubiona kanapka piknikowa

Kanapka na piknik to bardzo niezwykła kanapka. Musi być pełna różnych sosów i warzyw, żeby nawet zgnieciona w plecaku dalej smakowała tak samo dobrze. Oprócz tego musi być też bardzo sycąca, żeby można było się najeść do syta i mieć siły na powrót z kocem na ramieniu. 

Najczęściej na piknik zabieram długie bagietki, przełożone pastą ze strączków, posypane orzechami i z mnóstwem świeżych warzyw. Lubię też żytnie kanapki z humusem, orzechami i pieczonymi burakami. Ale ostatnio moją ulubioną kanapką piknikową jest ta poniżej - z dwoma różnymi sosami, świeżym szpinakiem i z pysznym, grillowanym serem tofu. Nawet zrobiona dzień wcześniej smakuje wybornie każdemu na pikniku. I nieważne jak dużo takich kanapek się weźmie, to i tak wszystkie znikają w mgnieniu oka. 


Ulubiona kanapka piknikowa
z grillowanym tofu, pesto z suszonych pomidorów i pesto z pietruszki

Składniki:
  • 2 ciabatty
  • 300 g tofu
  • garść świeżego szpinaku
  • 1 czerwona cebula, pokrojona w pióra
Marynata do tofu:
  • 4 łyżki octu balsamicznego
  • 3 łyżki wody
  • dwa ząbki czosnku, drobno posiekane
  • sól i pieprz
Pesto z pietruszki na podstawie tego przepisu:
  • pęczek natki pietruszki, posiekany
  • 50 ml oliwy z oliwek
  • 50 ml lekko podprażonych migdałów (najlepiej tych w słupkach)
  • 1–2 łyżeczki soku z cytryny
  • skórka otarta z połówki cytryny
  • ząbek czosnku
  • 2 łyżki płatków drożdżowych, opcjonalnie
  • sól i czarny pieprz
Pesto z suszonych pomidorów:
  • słoik suszonych pomidorów, wraz z zalewą
  • 3 łyżki prażonych pestek dyni
  • pół łyżeczki syropu z agawy
  • sól i pieprz czarny
Przygotowanie:
  1. Tofu pokroić w cienkie plastry, w małej szklaneczce wymieszać składniki marynaty. Tofu ułożyć w płaskim, dużym naczyniu albo w grubym woreczku i zalać marynatą. Przełożyć do lodówki na godzinę lub dwie.
  2. W międzyczasie przygotować pesto z pietruszki, wszystkie składniki umieścić w naczyniu blendera i zmiksować. Doprawić do smaku solą i pieprzem.
  3. Podobnie przygotować pesto z suszonych pomidorów, przełożyć wszystkie składniki do blendera i zmiksować na gładką pastę. 
  4. Zamarynowane tofu zgrillować na patelni grillowej, ewentualnie podsmażyć. Każdą ciabattę przekroić na pół, posmarować z jednej strony pesto z pietruszki, z drugiej pesto z pomidorów i przełożyć grillowanym tofu, szpinakiem i kawałkami czerwonej cebuli. Ciabatty zabrać na piknik i jeść pokrojone w nieduże kawałki. 


środa, 1 maja 2013

Imbirowa sałatka z rzodkiewki pani Preeti

Najpierw sałatkę z rzodkiewek i imbiru zrobiła pani Preeti. Potem jej córka Akanksha zaprosiła na kolację moją przyjaciółkę, następnie przyjaciółka zrobiła taką sałatkę i zaprosiła mnie. Co było dalej możecie się domyślić.

Chyba trudno o prostszy przepis. Rzodkiewki po prostu wystarczy zetrzeć, wymieszać z ostrym imbirem, szczyptą czarnuszki, kwaśną limonką i posypać liśćmi mięty. Po chwili sałatka nabiera wszystkich najlepszych smaków - jest podwójnie ostra od imbiru i rzodkiewki, orzeźwiająca od mięty i limonki z lekkim aromatem ziaren czarnuszki. Żeby nie stracić ani trochę aromatów, dno talerza wycieram jeszcze ciepłymi chlebkami naan. Tak powinny smakować wszystkie majowe popołudnia.


Imbirowa sałatka z rzodkiewki pani Preeti
z indyjskimi chlebkami naan

Składniki na sałatkę:
  • 25 rzodkiewek
  • sok z połowy limonki
  • kawałek imbiru wielkości kciuka
  • pół łyżeczki czarnuszki
  • mały pęczek mięty
  • szczypta soli
Składniki na chlebki naan:
  • 1 3/4 szklanki mąki pszennej
  • 1/2 szklanki ciepłej wody
  • 3 łyżki oleju
  • 3 łyżki mleka sojowego
  • 1 łyżka cukru
  • 1 1/2  łyżeczki soli
  • 1 łyżeczka drożdży instant
Przygotowanie:
  1. Najpierw przygotować ciasto na chlebki naan. Do ciepłej wody dodać cukier oraz drożdże instant, odstawić na kilka minut. Odmierzyć pozostałe składniki i wsypać je do dużej miski, następnie dodać lekko wzburzone drożdże z ciepłą wodą. Wyrobić mikserem lub rękami na gładkie, zwarte ciasto i odstawić je na godzinę przykryte ściereczką.
  2. Teraz sałatka. Rzodkiewki umyć, zetrzeć na tarce i włożyć do dużej miski. Na drobnych oczkach tarki zetrzeć imbir i dodać do rzodkiewek wraz z czarnuszką i szczyptą soli. Wszystko dokładnie wymieszać i odstawić na chwilę do lodówki. 
  3. Wyrośnięte ciasto na chlebki podzielić na 10 równych części, z każdej uformować kulkę i zostawić ciasto na kolejne 15-30 minut. Kulki rozwałkować na cienkie, nieduże placki lekko obsypane mąką i wrzucać je na gorącą, suchą patelnię. Podgrzewać z każdej strony po około 1-2 minuty, kiedy zaczną tworzyć się ciemne bąble przewrócić na drugą stronę. Podobnie przygotować wszystkie placki. 
  4. Sałatkę posypać liśćmi mięty i jeść z ciepłymi naanami wylizując dno talerzy. 


poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Czekolada z daktyli

Czekolada z daktyli chodziła mi go głowie, odkąd po raz pierwszy zobaczyłam ją w mojej ukochanej restauracji Veg Deli na Powiślu.  Przy każdej wizycie obiecywałam sobie, że tym razem już na pewno ją zamówię, ale zawsze zwyciężał nowy sernik z batami, malutkie tarty albo mój ulubiony nerkownik. Dlatego w końcu postanowiłam zrobić sobie taką czekoladę sama w domu i zakochałam się po uszy. 

Trudno mi uwierzyć, że tak prosty przepis może być tak pyszny. Wystarczy garść daktyli, kakao i trochę mleka roślinnego, żeby w trzy minuty zrobić przepyszny czekoladowy krem. Nie potrzebne są też żadne specjalne sprzęty ani umiejętności - namoczone daktyle są tak miękkie, że w kilka sekund nawet najpodlejszy blender zmiksuje je na gładki mus. Gotowa czekolada najlepiej smakuje wyjadana palcem wprost ze słoika, ale jeśli nie zjecie całej od razu to spróbujcie posmarować nią naleśniki, grzanki, ulubione ciasto a nawet tort. Można też napełnić nią małe tartinki albo dodać kilka łyżek do gorącego mleka i wypić ja jak najlepszą płynną czekoladę. Zawsze smakuje idealnie.


Czekolada z daktyli

Składniki:
  • 100 g daktyli
  • niepełna 1/4 szklanki mleka roślinnego
  • 3 płaskie łyżki kakao
  • szczypta soli na czubku noża
Przygotowanie:
  1. Daktyle zalać ciepłą wodą i zostawić na kilka godzin albo na całą noc, im dłużej postoją tym łatwiej będzie je zmiksować. Następnie je odcedzić lekko przyciskając, żeby pozbyć się nadmiaru wody.
  2. Do naczynia blendera włożyć namoczone daktyle, wlać mleko oraz wsypać kakao i sól. Wszystko zmiskować na gładki krem i przełożyć do czystego słoika. 





piątek, 26 kwietnia 2013

Wiosenny krem z kalarepy

Na kalarepy czekam prawie tak samo, jak na szparagi. Kiedy już się pojawią na straganach, to najpierw przez kilka pierwszych dni po prostu chrupię je surowe z solą. A kiedy już się nimi nacieszę na surowo, od razu rozpoczynam sezon kalarepowy ulubionym kremem.

Żeby zachować delikatny smak kalarepy trzeba pamiętać o kilka prostych zasadach - po pierwszy nie można jej przegotować, po drugie do gotujących się kalarepek dobrze jest dodać szczyptę cukru i łyżkę delikatnego oleju. Trochę jak ze szparagami. Tak ugotowane bulwy można następnie zmiksować z bulionem, mlekiem albo z innymi warzywami na wiosenny krem. Można doprawić go spora łyżką zielonego curry, można dodać sok z pomarańczy a nawet pieczone jabłko. Ale moją ulubioną wersją kremu z kalarepy jest ta najprostsza, z duszonymi porami i koprowym olejem. Krem jest aksamitny, delikatny i najlepiej je się go na słonecznym balkonie.


Wiosenny krem z kalarepy

Składniki:
  • 3 małe kalarepki
  • 2 białe części niedużych, młodych porów
  • 2 litry delikatnego bulionu warzywnego
  • 3 łyżeczki soku z cytryny
  • 2 - 3 czubate łyżeczki dobrego chrzanu
  • sól i biały pieprz
  • szczypta cukru
  • delikatny olej
Składniki na olej koprowy:
  • pęczek koperku
  • 1/3 szklanki oliwy
  • sól i czarny pieprz
Przygotowanie:
  1. Pory pokroić w talarki. Na dnie dużego garnka z grubym dnem rogrzać kilka łyżek oleju, dodać pory i smażyć je kilka minut na niedużym ogniu, aż do momentu kiedy będą miękkie i przezroczyste. 
  2. W międzyczasie kalarepki obrać, pokroić w plasterki. Dodać do miękkich porów zalać bulionem, wsypać szczyptę cukru i gotować do miękkości kalarepek, czyli około 15-20 minut. Kalarepki powinny być miękkie, ale nie rozgotowane. Zupę zmiksować, dodać chrzan, sok z cytryny i doprawić solą oraz białym pieprzem. 
  3. Koperek posiekać na mniejsze kawałki, zalać oliwą, dodać sól i pieprz a następnie zblendować na gładką emulsję. Zupę jeść polaną kilkoma łyżkami oleju koprowego i ze świeżo mielonymi pieprzem. 




wtorek, 23 kwietnia 2013

Jakie książki kulinarne czyta wegetarianka?

Bardzo często pytacie mnie, jakie są moje ulubione książki kulinarne, czy korzystam tylko z tych wegetariańskich i które  warto kupić. Zawsze mam problem, jak odpowiedzieć i co wam polecić, dlatego z okazji wczorajszej Światowego Dnia Książki postanowiłam pokazać wam ulubione kulinarne albumy. 

Od książek kucharskich jestem uzależniona. Kupuję te wegetariańskie, z których potem przygotowuję każdy przepis; te pełne mięsa i ryb, nad którymi się głowię i kombinuję; te z praktycznymi poradami, które przydają mi się na co dzień w kuchni; te z inspirującymi zdjęciami i recepturami nie do odtworzenia; te bardzo nowe, wydane przez popularnych blogerów oraz te retro, ze składnikami podawanymi w kopach, mendlach i tuzinach. W każdej książce znajduję coś innego, co sprawia, że warto ją mieć.

Ze wszystkich tych tomów wybrałam swoje ulubione książki kulinarne. Z niektórych gotuję na co dzień, a niektóre tylko przeglądam setki razy. Kolejność listy jest przypadkowa, więc nie sugerujcie się numerami - żadna z tych książek nie jest bardziej lub mniej lubiana.

A wy, macie swoje ulubione książki kulinarne?


1. Bukiet z Warzyw, Henryk Dębski, Wydawnictwo Watra

Wydana w 1983 książka z retro przepisami na warzywa i jarzyny. Można tu znaleźć wszystkie klasyczne jarskie przepisy pamiętane ze stołówek i imienin u cioci oraz wiele więcej. Szczególnie cenne są rozdziały o popularnych kiedyś warzywach takich jak salsefia, jarmuż lub kardy. 

2. Dirt Candy, Amanda Cohen&Ryan Dunlavey, Clarkson/Potter Publishers.

Książka autorstwa najpopularniejszej wegetariańskiej szefowej kuchni z Nowego Jorku, czyli właśnie Amandy Cohen. Wydana w formie komiksu zawiera obłędne przepisy z jej restauracji, podzielone na przystawki, sałatki, zupy, dania główne i desery. Oprócz receptur na początku książki znajduje się sporo cennych porad na temat obróbki warzyw. Zdecydowanie polecam ambitnym domowym kucharzom i kucharkom.

3. Ciasta, ciastka i takie tam, Agata Królak, Wydawnictwo Dwie Siostry.

Jedna z najzabawniejszych i najpiękniejszych książek kulinarnych w Polsce. W tej niedużej książeczce skryte są przepisy znane wszystkim z domowych, maminych zeszytów. Jest biszkopt pani Jolanty, ucierane Agatki, kogiel-mogel oraz blok czekoladowy. Wszystko opatrzone jest rysunkami i zdjęciami z dawnych lat.

4. The Flavour Thesaurus, Niki Segnit, Bloomsbury

Nie zawiera wielu praktycznych przepisów, ale dostarcza całej masy inspiracji. Ten opasły tom jest opowieścią o łączeniu smaków, które autorka opisała na kolorowym diagramie dzieląc je między innymi na smaki owocowe, ziemne, morskie, trawiaste i wiele innych. To dzięki tej lekturze spróbowałam ziemniaków z orzeszkami ziemnymi, oliwek z białą czekoladą albo sera koziego i kawy. I naprawdę było warto.

5. Nakarmić Duszę, Jola Słoma i Mirek Trymbulak, S&T

Jedna z książek, w której zaczynałam poszukiwanie wegańskich i wegetariańskich pomysłów. Pełno w niej inspirowanych kuchnią indyjską obiadów, zup i sałatek podzielonych na pory roku. Chociaż teraz nie wracam do niej za często, to jednak sentyment pozostał. 

6. Kuchnia wegetariańska z fantazją, Kornelia Schinharl, Sebastian Dickhaut, Wydawnictwo MUZA

Chyba najbardziej umęczona książka na mojej półce. Wymięta, wygięta, pozaginana i pozaznaczana niemal na każdej stronie. Swego czasu korzystałam z niej codziennie, zarówno wykorzystując masę porad i wskazówek na temat składników odżywczych, jak i przygotowując po kolei wszystkie przepisy. Zdecydowany niezbędnik dla początkujących wegetarian i wegan.

7. Apetyczna panna Dahl, Sophie Dahl, Wydawnictwo FILO

Mówcie sobie co chcecie o Sophie Dahl - że jest mainstreamowa, że jest oklepana i za gruba. Nic a nic mnie to nie obchodzi, ja po prostu uwielbiam jej książki. Proste, w ogromnej większości wegetariańskie przepisy opatrzone pięknymi zdjęciami i przezabawnymi historiami. Czego chcieć więcej?

8. Roots, Diane Morgan, Chronicle Books

Jedna z najlepszych książek kulinarnych ubiegłego roku. Absolutne kompendium wiedzy o warzywach korzeniowych, z małą ilością zdjęć ale wielką dawką wiedzy. Selery, buraki i pietruszki są tutaj opisane jak największe przysmaki. Marzę o większej ilości takich książek kucharskich.

9. Tender, Nigel Slater, Fourth Estate

Mięsożercy mają Julię Child, a wegetarianie i weganie Nigela Slatera. Ten brytyjski szef kuchni chociaż jada mięso, to właśnie warzywa i owoce upodobał sobie szczególnie traktując je w swoich przepisach z należytym szacunkiem. Tender pełne jest nie tylko praktycznych przepisów, ale też obszernych porad na temat hodowli i odmian poszczególnych roślin. Z grządki na stół.

10. Tartine Bread, Chad Roberston, Chronicle Books

Książka legenda. Opowieść o chlebie autorstwa właściciela legendarnej piekarni i kawiarni w San Francisco. Pełno jest wspaniałych przepisów, opisów technik piekarskich oraz przepięknych zdjęć piekarzy pracujących w Tartine. Ilekroć przeglądam tę książkę, mam ochotę wyjechać do Paryża i zostać piekarką.

11. The Lebanese Kitchen, Salme Hage, Phaidon

To moja ulubiona książka przedstawiające regionalne kuchnie mojego ulubionego wydawnictwa Phaidon. Jak wszystkie ich książki jest najpiękniejsza, najlepsza i najwspanialsza, a do tego przenosi w odległe smaki kuchni libańskiej. Jest w niej cała masa mięsa, ale nie chodzi w niej o przepisy a o smaki i przyprawy.

12. Plenty, Yotam Ottolenghi, Ebury Press

Pisałam wcześniej, że Kuchnia wegetariańska z fantazją to najbardziej wygnieciona i wyczytana książka w mojej kolekcji? W takim razie się pomyliłam, Plenty jest pozaznaczane w każdym miejscu i chyba wszystkie przepisy znam już na pamięć. Wspaniała książka z ogromną większością wegetariańskich przepisów, podzielona na różne warzywa. Absolutny niezbędnik w kuchni każdego, kto gotuje.

13. Jerusalem, Yotam Ottolenghi i Samir Tamimi, Ebury Press

Przepięknie wydana książka z przepisami kuchni izraelskiej. Są w niej zarówno przepisy na klasyczne dania, takie jak hummus czy falafel, ale także cała masa receptur na mniej znane arabskie, gruzińskie lub europejskie dania popularne w izraelskich domach. Przepisy z tej książki mogłabym jeść codziennie.

14. Faviken, Magnus Nilsson, Phaidon

Książka, na którą czekałam długo zanim jeszcze została wydana. Wspaniała opowieść Magnusa Nilssona o jego restauracji Faviken, znajdującej się na zimnych perferiach w szwedzkiej prowincji Järpen. Rozdział poświęcony warzywom, piklom i bulionowi z jesiennych liści to chyba najbardziej inspirująca lektura na temat warzyw, jaką kiedykolwiek miałam przyjemność przeczytać.

15. Noma, Rene Redzepi, Phaidon

Chyba najbardziej osławiony album wydawnictwa Phaidon na temat najbardziej osławionej restauracji na świecie, czyli duńskiej Nomy. Historie przepisów i połączeń smakowych zilustrowane są przepięknymi zdjęciami potraw serwowanych na miejscu. I chociaż żadnego dania nie udało mi się nigdy przygotować w domu, to jedna moich najważniejszych kulinarnych lektur.

16. Mugaritz, Andoni Luis Aduriz, Phaidon

Album Andoniego Adruriza, ucznia Ferrana Adrii, to wysmakowana opowieść o kuchni molekularnej. Fotografie towarzyszące daniom są nowoczesne, minimalistyczne i bardziej przypominają miniaturowe dzieła sztuki, niż kolację w restauracji.

17. Quay, Peter Gilmore, Phaidon

Podobnie jak trzy powyższe pozycje, to kolejny album Phaidonu pełen przepięknych zdjęć i kuchennych historii mistrzów gotowania. Jest sporo kuchni molekularnej, dużo eksperymentów i jeszcze inspiracji otaczającą naturą.

18. Klapsa czy Konferencja? Czyli o tym jak jeść i nie zostać zjedzonym, Paulina Sieniarska, Magdalena Ponagajbo, Joanna Jakubowicz, Joanna Dziurewicz, Wydawnictwo BONOBO

Tej książki nie ma na zdjęciu, bo pożyczałam ją Zuzie, ale i tak musi znaleźć się na tej liście. Najpiękniejsza (prawie) wegetariańska książka wydana w Polsce, pełna prostych przepisów, barwnych ilustracji i zdjęć. Trudno ją dostać poza Warszawą, ale naprawdę warto jej poszukać.

Cały wpis dedykuję największemu kontrybutorowi mojej kulinarnej biblioteki, czyli Szymonowi. 



poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Wege warsztaty kulinarne w Krakowie

Stało się, wegańskie warsztaty kulinarne ruszają w trasę!

Po warsztatach we Wrocławiu  przyszła kolej na Kraków, gdzie już w przyszłą niedzielę odbędą się warsztaty poświęcone obłędnie zdrowym i pysznym deserom. Będzie naprawdę słodko - opowiem o witariańskich ciastach, pogadamy trochę o produktach super food oraz wspólnie przygotujemy cztery pyszne surowe desery. 

Szczegóły na plakacie poniżej, jak zawsze o uczestnictwie decyduje kolejność zapisów więc spieszcie się, bo miejsca rozchodzą się bardzo szybko a niestety naprawdę nie możemy przyjąć większej ilości osób. 

Do zobaczenia!





niedziela, 21 kwietnia 2013

Idealne naleśniki bez jajek

Zrobienie naleśników bez jajek to dla wielu osób przeszkoda nie do przejścia - rozwalają się, przywierają i niczym nie przypominają tych tradycyjnych. Tymczasem usmażenie idealnych, wegańskich naleśników jest proste jak bułka z masłem. 

Tradycyjne naleśniki składają się z mąki, mleka i jajek. O ile zastąpienie mleka krowiego mlekiem roślinnym nie jest trudne, tak znalezienie substytutu dla jajek dla niektórych może być problemem. Rolą jajek w cieście naleśnikowym jest sklejenie i uelastycznienie placków - to właśnie dzięki jajkom poranny naleśnik jest zwarty, elastyczny i giętki. Jednak na szczęście dla osób niejedzących jajek, jest wiele produktów mających podobne właściwości, o czym pisałam już przy okazji wpisu na temat pieczenia ciast bez jajek.

Co przygotować do smażenia wegańskich naleśników?

Ulubioną patelnię, ręczniki papierowe, trzepaczkę oraz młynek, może być ręczny lub elektryczny.

Co zamiast jajka do naleśnika?

W naleśnikach sprawdza się wiele różnych sklejaczy. Do najpopularniejszych należy zmielone siemię lniane, zmielone płatki owsiane, zmielone płatki ryżowe a nawet puree z banana. Jednak ja do swoich naleśników zawsze używam zmielonych płatków owsianych w proporcji 3 miarki mąki na 1 jedną miarkę płatków owsianych - placki są elastyczne, miękkie i zawsze się udają.

Co zamiast mleka?

Nie ma większego znaczenia, czy wlejecie mleko sojowe, ryżowe, migdałowe czy jakiekolwiek inne, na kupnych mlekach roślinnych naleśniki smażą się tak samo jak na mleku krowim. Trochę trudniej może być na domowym mleku z orzechów, dlatego początkujące osoby lepiej niech zaczną od zwykłego mleka sojowego z kartonu.

Z czym zjeść wegańskiego naleśnika?

Wegańskie naleśniki nie muszą być zawsze posmarowane konfiturami albo dżemami. Moim ulubionym dodatkiem jest domowa nutella, czekoladowy krem z awokado, twarożek z migdałów, domowe masło migdałowe albo słodki syrop i cynamon. Oprócz znanego wszystkim syropu z agawy polecam też inne, mniej popularne słody - syrop z daktyli, syrop ryżowy albo mój ukochany syrop jęczmienny. Jeśli na syrop wysypiemy posiekane orzechy laskowe to będzie już śniadanie mistrzów.

Podstawowy przepis na wegańskie naleśniki
dedykuję mojemu chłopakowi, który nauczył mnie smażyć naleśniki

Składniki na około 8 naleśników:
  • 1 szklanka mąki
  • 1/3 szklanka zmielonych płatków owsianych
  • 1 3/4 szklanki mleka sojowego
  • 1 łyżka oleju
  • na czubku noża szczypta sody
  • szczypta soli
  • łyżka cukru waniliowego
Przygotowanie:
  1. Płatki zmielić w młynku. W dużej misce wymieszać mąkę, sodę, sól, cukier i zmielone płatki. Wlać mleko i olej, wszystko energicznie wymieszać trzepaczką albo mikserem. Ciasto na początku będzie dość rzadkie, dlatego dobrze zostawić je na kwadrans, żeby zgęstniało. 
  2. Patelnię przed pierwszym naleśnikiem cienko posmarować olejem i wylać chochelkę ciasta. Rozprowadzić ciasto, smażyć z jednej strony następnie przewrócić naleśnika i smażyć z drugiej strony. Tak samo smażyć następne.


piątek, 19 kwietnia 2013

Wegetariański paprykarz

Paprykarz, puszki z pasztetem i inne podejrzane konserwy to chyba największy kulinarny retro kicz, jaki przychodzi mi do głowy. Jednak w domowym, bezmięsnym wydaniu paprykarz zamienia się w jedną z lepszych past kanapkowych jakie znam. 

Oryginalnie paprykarz składa się z ryżu, tłustej wędzonej ryby, warzyw i słodkiej papryki. Moja wersja jest trochę inna, bo nie tylko nie ma w niej ryby, ale też zrobiona jest na bazie kaszy jaglanej, duszonej marchwi z cebulą a doprawiona jest sosem sojowym. Ten ostatni składnik jest tutaj absolutnie konieczny - to dzięki niemu paprykarz ma głęboki, przyjemny, słony smak. Jeśli macie w domu płatki drożdżowe, o których pisałam już przy okazji tego przepisu to dodajcie też sporą szczyptę, dzięki temu pasta będzie jeszcze lepsza. Ale nawet bez płatków drożdżowych to jedna z najpyszniejszych past, jakie zrobiłam.


Wegetariański paprykarz

Składniki:
  • 1/2 szklanki kaszy jaglanej
  • 2 nieduże marchewki
  • 1 cebula
  • 2 czubate łyżeczki koncentratu pomidorowego
  • 1 liść laurowy
  • 2 ziarna ziela angielskiego
  • 1/2 łyżeczki wędzonej papryki, albo czubata łyżeczka słodkiej papryki
  • 1/4 łyżeczki chili
  • 2 - 3 łyżki sosu sojowego 
  • 1 łyżka płatków drożdżowych, opcjonalnie
  • sól i pieprz
  • olej
Przygotowanie:
  1. Kaszę ugotować w 1 1/2 szklanki wody z łyżką oleju i solą. Ugotowaną do miękkości kaszę odstawić do ostudzenia.
  2. Na patelni rozgrzać olej. Cebulę pokroić w pióra, marchewkę zetrzeć na grubych oczkach tarki i smażyć z liściem laurowym oraz zielem angielskim. Co kilku minut mieszać, zdjąć z patelni kiedy cebula będzie szklista a marchewka miękka. Wyłowić liście i ziele angielskie z patelni, odstawić całość do przestudzenia. 
  3. Przestudzoną kasze jaglaną połączyć z warzywami, dodać wędzoną paprykę, chili, płatki drożdżowe, sos sojowy oraz sól i pieprz. Wszystko krótko zmiksować ręcznym blenderem, żeby pasta dalej miała wyczuwalne kawałki kaszy oraz warzyw. Doprawić do smaku solą i pieprzem a następnie odstawić do przestudzenia do lodówki. Po godzinie w lodówce pasta odpowiednio stężeje i będzie gotowa do smarowania.