poniedziałek, 1 września 2014

Witariańskie spaghetti z cukini

Dawno temu, kiedy jeszcze mało kto słyszał o bezglutenowych lunchach, wegańskich burgerach i RAW słodyczach za sprawą pewnych wspaniałych kucharek na imprezie we wrocławskim BWA serwowano witariańskie makarony z cukinii - od tamtej pory co roku w cukiniowym sezonie na obiady wsuwam surowe, witariańskie pasty. 

Surowe spaghetti z cukinii to świetny pomysł na lekki, bezglutenowy lunch lub sycącą sałatkę - oprócz świeżych warzyw znajdują się w nim orzechy oraz oliwa z oliwek, dzięki czemu ten niepozorny posiłek naprawdę daje sporo energii. Rolę spaghetti w tym przepisie pełni cienko pokrojona cukinia, która swój kształt zawdzięcza pocięciu jej en julienne, czyli na długie, cienkie paski tej samej grubości, do czego potrzebny jest bardzo ostry nóż i duże umiejętności, albo obieraczka typu julienne, która kosztuje kilkanaście złotych i przyda się wam w wielu kuchennych przepisach. Pocięta przy jej pomocy cukinia jest elastyczna, jędrna i chrupiąca, dzięki czemu z łatwością daje owinąć się wokół widelca oblepiona ulubionym sosem i zachowuje swój delikatny, orzeźwiający smak, podobnie zresztą można przygotować też marchewkę, kalarepkę lub inne ulubione warzywa. Jeśli jednak nie macie sprawności japońskiego mistrza sushi lepiej zaopatrzcie się w taką obieraczkę, albo poczekajcie z przygotowaniem tego przepisu - witariańskie spaghetti musi być cienkie, chrupiące i jędrne. Wtedy można z przyjemnością zanurzyć je w ulubionym pesto lub pomidorowym sosie i schrupać na szybki, lekki obiad.

P.S. W internecie obieraczki typu julienne znajdziecie na znanym portalu aukcyjnym, poszukajcie tych marki Victorinox - kosztują około 16 pln i są tak trwałe, że spaghetti z warzyw przy ich pomocy będą mogły przygotowywać wasze wnuki.


poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Krem pomidorowy z pieczonymi paprykami

Wychowałam się w domu na obrzeżach Wrocławia - z dużym ogrodem pełnym warzyw, który przylegał do łąki oraz małego sadu. Mój tato w szklarni hodował najbardziej soczyste pomidory; grządki pełne były chrupiących ogórków i marchwi; tuż obok rosło kilka zagonów słodkich truskawek; a przy wejściu do domu kołysały się drzewka śliwek i czereśni. Jednak kiedy byłam zbuntowaną małolatą nie widziałam w tym otoczeniu nic ładnego, a moim największym marzeniem było, aby rodzice zaorali cały ogród i zalali go betonem.

Kiedy ma się 10 lat nie docenia się własnego ogródka i własnoręcznie wyhodowanych warzyw. W końcu najpierw trzeba się namęczyć z ich sianiem, potem je podlewać, a na koniec dbać, żeby nie zaatakowały ich żadne szkodniki i co najgorsze - wygrzebywać te małe, pokręcone warzywne karły całe ubabrane w ziemi. A przecież w warzywniaku za trzy złote można kupić całą siatkę czystej marchewki; pomidory z dyskontów nie mają tych wstrętnych pęknięć i leżą na półkach okrągły rok; a zamiast truskawkowego dżemu do naleśników i tak wolę Nutellę. W dodatku wszyscy koledzy i koleżanki podzielali moje zdanie, zgodnie uważaliśmy warzywne ogródki za ogromną siarę i wyraz braku fantazji ze strony rodziców. Z zazdrością słuchałam za to, gdy niektóre koleżanki, których rodzice mieli inną wizję ogrodów mówiły: W sobotę jedziemy z rodzicami kupić lwy tryskające wodą, będą stały na asfalcie przed domem. Chcesz wpaść zobaczyć w poniedziałek po lekcjach?

Na szczęście ja się trochę zmieniłam, a ogród rodziców pozostał do dzisiaj taki sam.

środa, 20 sierpnia 2014

Dyniowy ajvar z olejem arachidowym

Dodatek selera naciowego, kolorowych papryk, chili czy dyni? O podstawowym przepisie na ajvar, który można zawekować na zimę pisałam już tutaj, dlatego dzisiaj czas na daleką od oryginału wersję: lekko pikantną od srirachy, kremową od dyni i orzechową od oleju arachidowego.

Ajvar to kanapkowa podstawa wszystkich wegan: dostępny przez cały rok, w każdym sklepie i za przystępną cenę. Ale w sierpniu zamiast sięgać po ten sklepowy, lepiej jest zrobić swój własny dodając ulubione warzywa w dowolnych proporcjach. Czasem można dorzucić więcej papryki, innym razem postawić na bakłażany lub zaszaleć z pomidorami. Jednak największą frajdą jest doprawienie ajvaru w zupełnie nowy sposób - tym razem sięgnęłam po dodatek pieczonej piżmowej dyni, srirachy, soku z limonek oraz pachnącego, słodkiego oleju arachidowego. I chociaż wiem, że klasyczny ajvar tyle razy uratował mnie od śmierci głodowej, że powinnam być mu dozgonnie wdzięczna, to jednak na moment z nim zrywam - dyniowa wersja całkiem zawróciła mi w głowie.

niedziela, 17 sierpnia 2014

Marokański koktajl z awokado

Jedną z najprzyjemniejszych części wegańskich podróży kulinarnych są przygotowania do wyjazdu. Zanim jeszcze kupię bilety zaopatruję się w książki o kuchni danego kraju, przekopuję internet w poszukiwaniu regionalnych przepisów i wertuję encyklopedię wbijając do głowy wszystko na temat lokalnych składników, przypraw oraz ich historii. Dopiero wtedy jestem gotowa do drogi. 

Dzięki wcześniejszym przygotowaniom nigdy nie mam dużych problemów ze znalezieniem na miejscu czegoś do zjedzenia. Wiem już na co nie ostrzyć zębów, o co pytać i jakich potraw muszę spróbować od razu - bo w każdym zakątku świata istnieją dania, które są wegańskie zupełnie z przypadku, oryginalnie i od pokoleń. Jednym z nich jest marokański koktajl z awokado przygotowywany na.... mleku migdałowym! I chociaż w Maroku żaden ze sprzedawców tego napoju nie wiedziałby, co oznacza wegański i czym do cholery jest mleko migdałowe, to z przypadku taki właśnie jest. Pyszny, kremowy, orzeźwiający i zupełnie mimochodem wegański.

czwartek, 14 sierpnia 2014

Tofurnik kokosowy z mango

Ostatni przepis na tofurnik z owocami przypadł wszystkim tak bardzo do gustu, że zaczęłam dostawać prośby o kolejny sernik z tofu. A przecież o takie rzeczy nie trzeba długo prosić. 

Serniki z tofu wspaniale smakują doprawione jedynie wanilią i cytryną, ale jeszcze lepiej wychodzą połączone z dodatkiem owocowego purée - dodatek owoców przełamuje mdły posmak tofu oraz dodaje sernikowi przyjemnej, kremowej konsystencji. Im gęstsze i bardziej kremowe będzie purée tym lepiej, dlatego świetnie nada się to z pieczonej dyni, jabłek lub bananów. Ale żadne nie może się równać z tym zrobionym ze słodkiego, dojrzałego mango.

Do przygotowania purée z mango możecie użyć dojrzałych owoców, lub też kupić gotowe purée - można się w nie zaopatrzyć w sklepach z żywnością orientalną, nie jest drogie, a w składzie ma jedynie miąższ mango. Często łatwiej jest znaleźć gotowe purée niż dobre, dojrzałe owoce, więc skorzystajcie z tego, co uda się wam upolować. Do przygotowania spodu użyjcie ulubionych kokosowych ciastek, ja użyłam moich ukochanych, czeskich, wegańskich i ekologicznych ciastek z małej piekarni Zemanka. Jeszcze tylko szczypta kardamonu, tłuste mleko kokosowe i macie całe niebo w jednej tortownicy.


niedziela, 10 sierpnia 2014

Pasta z młodej marchwi i miso

W warzywniku moich rodziców najważniejszą grządką jest ta z marchewką. Moja mama używa jej do wszystkich bulionów, rosołów i zup, tato zrywa po kilka sztuk przygotowując sałatkę jarzynową i surówki, ja za to zawsze szoruję je i piekę w rozgrzanym piekarniku.

Moja mama zawsze kiedy widzi, że uruchamiam piekarnik kręci głową i zrezygnowana pyta "co ty znowu będziesz piec?", a kiedy odpowiadam, że marchewkę, przewraca tylko oczami i rezygnuje z dalszych pytań. Bo choć młoda marchew jest tak słodka, że mogłabym ją jeść na surowo od rana do wieczora, to jednak jeszcze lepiej smakuje kiedy upiecze się ją i pod wpływem temperatury zmieni się w słodką, złocistą, maślaną pastę. Tak przygotowane puree z młodej marchewki bije na głowę to z dużych, jesiennych okazów marchwi i aż prosi się o zmienienie w pastę do kanapek. Najlepiej podkręcić jej słodycz dodatkiem chili, harissy lub srirachy, dobrze też dodać kilka aromatycznych kropli oleju sezamowego i łyżkę pasty miso. Potem taką pastę wystarczy posmarować kromki dobrego chleba, dać jedną mamie na spróbowanie i usłyszeć moje ulubione "Bardzo dobre, nie możesz częściej przyjeżdzać mi gotować?"

wtorek, 5 sierpnia 2014

Jagodowe pancakes

Smażenie pancakes to najszybszy śniadaniowy rytuał - jedna miska z mąką i dodatkami, druga z mlekiem roślinnym, a w szklance siemię lniane z ciepłą wodą. Hop, siup, chlup i gotowe! 

Pancakes to takie placki dla kulinarnych nieuków, bo nie wymagają żadnych umiejętności, treningów ani przygotowań. Wystarczy tylko wymieszać mokre składniki, potem suche, a na koniec wszystko to połączyć - zresztą nie za dokładnie, bo ciasto na pancakes należy mieszać jak najkrócej. Powinno być zawiesiste, gęstsze niż ciasto naleśnikowe, przypominające konsystencją gęstą śmietanę. A kiedy już będzie połączone dobrze jest sięgnąć po garść jagód, borówek lub innych sezonowych owoców i delikatnie wmieszać je do ciasta. Śniadanie na piątkę z plusem.

Jagodowe pancakes

środa, 30 lipca 2014

Past z bakłażanów z olejem orzechowym

Wraz z początkiem maja nerwowo wypatruję pierwszych szparagów, w czerwcu cieszę się na bób, ale tak naprawdę przez cały rok najbardziej czekam na moment, kiedy rozpocznie się sezon na błyszczące, bordowe bakłażany.

Chociaż bakłażany można kupić przez cały rok w popularnych marketach, to wcale nie cieszą się dużą popularnością. Przez większość miesięcy kosztują niemało, dużo osób skarży się na ich goryczkę lub po prostu nie wie co z nimi zrobić. Jednak kiedy rozpoczyna się sezon i ceny oberżyny spadają do kilku złotych za kilogram najlepiej kupić od razu kilka dorodnych sztuk, owinąć folią lub papierem do pieczenia i wrzucić do piekarnika. Spokojnie można je piec obok ciasta, jagodzianek lub zapiekanki - owinięte w folii nie będą przeszkadzać pozostałej zawartości piekarnika, nie ma też większego znaczenia, czy będą pieczone krótko w wysokiej temperaturze, czy chwilę dłużej w niższej. Ważne, aby bakłażany zmiękły i zmieniły się w wilgotną, pomarszczoną gąbkę. Wystarczy wtedy przeciąć je, odsączyć z nadmiaru soków i krótko ugnieść widelcem z dodatkiem dobrego oleju i innych dodatków. Można użyć oliwy z oliwek, ale jeszcze lepiej zrobi bakłażanom dodatek oleju z orzechów włoskich - podkreśli ich cierpki smak pełen umami i nie wiele więcej dodatków będzie potrzebne, aby otrzymać wilgotną, aromatyczną pastę do kanapek. Sezon na oberżynę czas zacząć!

poniedziałek, 28 lipca 2014

Tofurnik na zimno doskonały

Tofurnik to wegański odpowiednik sernika, czyli ciasto na cienkim spodzie składające się w większości ze słodkiego serka tofu. 
I chociaż surowe tofu nie ma obiecującego smaku, to znając kilka prostych trików można zmienić je w tak delikatny i kremowy tofurnik, że nawet wasza babcia się nie pozna.

Tofu od twarogu różni się przede wszystkim fakturą oraz zawartością tłuszczu - ten sojowy serek jest zbity, lekko gumowaty i z łatwością daje się kroić, do tego zawiera dużo mniej tłuszczu niż tradycyjny twaróg. Te dwa serki zdecydowanie różnią się też w smaku, ponieważ surowe tofu ma mdły, sojowy posmak, który trzeba przełamać odpowiednimi dodatkami.

Aby tofurnik miał kremową konsystencję należy dodać do niego szklankę dowolnego mleka, a im będzie tłustsze, tym delikatniejsze i doskonalsze będzie gotowe ciasto. Jeśli użyjecie mleka sojowego lub ryżowego, to nadzienie będzie bliższe ptasiego mleczka lub panna cotty, niż sernika na zimno. Dlatego niezwykle ważne jest, aby użyć mleka kokosowego, a właściwie samego kokosowego tłuszczu, który wytrąca się z puszki mleka po schłodzeniu. Dzięki temu tofurnik będzie aksamitny, puszysty i miękki.

Kiedy masa jest gotowa, trzeba ją odpowiednio doprawić cukrem, skórką cytrynową oraz dużą ilością soku z cytryny - dzięki cytrynie tofu delikatnie się zakwasi i straci nieprzyjemny, sojowy posmak. Zacznijcie od 1/4 szklanki soku z cytryny i stopniowo dolewajcie po kilka łyżeczek soku , w zależności od marki tofu, z jakiego skorzystaliście możecie potrzebować od 1/4 do 1/2 szklanki soku z cytryny. Bądźcie hojni, bo jeśli dodacie za mało cytryny, to gotowy tofurnik będzie wciąż miał mdły posmak sojowego sera. Warto też zaopatrzyć się w dobrej jakości wanilię lub waniliową pastę, która podkręci aromat deseru. Do tego dowolne sezonowe owoce i tofurnik gotowy - możecie jechać w odwiedziny do babci i zapytać, jak jej smakuje wasz sernik na zimno.



środa, 23 lipca 2014

Co do chleba? Salsa z pomidorów i oleju z awokado

Wszyscy znają i uwielbiają oliwę z oliwek, za jej głęboki, gorzkawy posmak i wspaniały złoty kolor. Ale przecież oprócz popularnej oliwy do dyspozycji w wegańskiej kuchni jest też wiele innych szlachetnych olei tłoczonych na zimno - a jednym z najbardziej niedocenianych jest gęsty, zielony olej z awokado.

Oleje tłoczone na zimno są magicznym składnikiem, bo już kilka kropel potrafi wnieść do dania niesamowicie intensywny smak, zapach i kolor. Wystarczy łyżeczka dobrej jakości nierafinowanego oleju z awokado, pestek dyni lub z fistaszków, aby całe danie nabrało aromatu orzechów lub dojrzałego awokado. Należy jednak pamiętać, że te pachnące oleje nie nadają się do smażenia i należy używać ich wyłącznie na zimno - dzięki temu zachowują swoje właściwości oraz aromat. Dlatego w mojej spiżarni zawsze mam butelkę oleju ryżowego lub rzepakowego przeznaczonych do smażenia; oraz kilka mniejszych butelek oliwy, tłoczonego na zimno oleju z awokado, z orzechów lub z sezamu, których używam do przygotowania sałatek oraz past do chleba. Wystarczy kilka zielonych, tłustych kropli oleju z awokado dodać do posiekanych pomidorów i czary mary, hokus pokus!  Otrzymujemy orzeźwiającą salsę, która ma cudowny aromat soczystego guacamole.



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...